Na wdechu

Życie kobiety jest straszne. Nie mam tu na myśli poważnych problemów oczywiście, bo na ten temat się już wypowiedziałam. Za to bardzo mnie ostatnio zainteresowały na POZÓR błahe problemy, które spędzają sen z oczu niejednej kobiecie.

W weekend jadę do Siedlec na festiwal literacki. Muszę więc odpowiednio się ubrać. Odtworzyłam w pamięci zawartość mojej szafy. Mam tam dwie eleganckie sukienki. Tylko dwie. Ze zmierzeniem ich zwlekałam do wczoraj. I wczoraj niestety przeżyłam szok i traumę ogromną. Nie będę opisywać swoich wrażeń, bo płacz i zgrzytanie zębami, zresztą bardzo podobnie jak po wciskaniu się w strój kąpielowy, tyle tylko, że sukienki mają mniejsze zdolności „naciągowe”. Porażka więc na całej linii. Trzeba będzie bankiet spędzić na wdechu i z wciągniętym brzuchem. Już wyobrażam sobie tę szaloną konwersację bez udziału powietrza.

– Wiocha – stwierdza Jajo na widok pierwszej sukienki.

– Jaka wiocha?

– Normalna, wieśniacka wiocha – dopowiada. – Brzydka ta sukienka jak noc.

– To w czym ja mam iść? – pytam prawie z płaczem.

– W tej drugiej.

– W tej? – przymierzam i pokazuję się Jaju. – Jezu, ale ja mam w niej brzuch, zobacz – stękam.

– A chcesz ciasteczko? – śmieje się.

– Spadaj – rzucam i uciekam do swojego pokoju pogrążyć się w rozpaczy.

No, ale Więcej >