Dzisiaj będzie na poważnie. Od czasu do czasu tak muszę, bo tak jak pisałam wcześniej za księdzem Twardowskim, „nie można iść cały czas przez życie uśmiechniętym jak prosie w deszcz.” Dzisiaj muszę. Sprawa poważna. Dotyczy kobiet. Miałam okazję wysłuchać kilku historii na temat małżeństwa. Jedna z nich przeważyła szalę i muszę o tym opowiedzieć. Opowieści przeraziły mnie, bo skala zjawiska wydaje się być niemała. Wzbudziły we mnie falę skrajnych emocji. Najpierw obsmarkałam się po pas, potem rzucałam „kur….”, a następnie chwyciłam za maczetę, by biec w miasto ciąć i kastrować. No, ale powstrzymała mnie myśl, że nie wszyscy faceci są tacy sami. Wielu z nich (mam nadzieję, że większość) to porządni ludzie. Dowód mam w domu. Jeden z tych najcudowniejszych i najukochańszych użycza mi swojego męskiego ramienia, daje wsparcie i siłę (jednak poprzedni był zupełnie inny).

Aneta (imiona zmyślone) to trzydziestoparoletnia kobieta z kilkuletnim stażem małżeńskim. Mąż zdradzał ją już przed ślubem. Nawet był taki czas, że odwołała ceremonię. Po roku zdecydowała się jednak na małżeństwo. Obecnie mąż dalej ją zdradza. Być może ma kłopoty z własną seksualnością, bo oprócz tego, że sypia z kochankami, żonę zmusza do seksu. Ona zagryza zęby i zgadza się, by uniknąć awantur. Pomimo tego twierdzi, że go kocha. Dziwna miłość. Kochanek oczywiście nie zaakceptowała. Jest pewna, że mąż je ma, ale wciąż bawi się w detektywa (nawet poprosiła mnie o pomoc w śledzeniu niewiernego małżonka). Śledzi go, sprawdza telefon. Co to daje? Tylko pewność. Nic więcej, bo rozwieść się nie chce. Twierdzi, że jest od niego całkowicie uzależniona materialnie. Mieszkanie jego już sprzed ślubu, ponadto pracuje w sklepie jego rodziców. W dodatku go kocha. Opowiada, jak kiedyś wąchała mu slipki (!), by upewnić się, że faktycznie był u kochanki. Znajdowała sierść na jego bieliźnie, choć psa nie mieli. Nie ma takiego temperamentu jak on, zaciska więc zęby, kiedy mąż w potrzebie. Potem płacze, ale zawsze ma nadzieję, że jak „mu da”, to może nie pójdzie do kochanki. On jednak zawsze idzie.

Beata – trzydzieści lat, krótki staż małżeński. Została „wzięta” przez męża siłą krótko po porodzie. Potem znów i znów. Nie wie, czy mąż ma kochankę. Pewnie nie, bo ciągle „taki niewyżyty”. Może nawet lepiej, gdyby miał, wtedy dałby jej spokój. Nie rozwodzi się, bo przecież jej koleżanki opowiadają, że to normalne, że mąż ma prawo.

Sylwia – około pięćdziesięciu lat, kilkanaście w małżeństwie, zgwałcona przez męża na oczach własnych dzieci. To miała być kara. Zgłosiła na policję, że mąż bije ją i dzieci. Podobno znęcał się okrutnie (nie napiszę w jaki sposób, bo trudno będzie w to uwierzyć). Matka nie wytrzymała, doniosła na policję. Potrzymali męża, potrzymali, ale w końcu wypuścili. Wyszedł na wolność i od razu wrócił do domu. Wrócił i na oczach dzieci zgwałcił matkę, by wiedziały, kto tu rządzi. Tutaj temperamenty nie mają znaczenia, tylko alkohol. Żyją ze sobą dalej. Sylwia modli się, żeby zapił się na śmierć (jest szansa, że Bóg ją wysłucha). O rozwodzie jednak nie myśli, bo „co by ludzie powiedzieli?”.

Joanna – lat około czterdziestu. Mężatka od kilkunastu lat. Mąż ma kochankę. Wychodzi do niej nocą, kiedy Joanna śpi. Ona słyszy, jak on skrada się w przedpokoju, ale zawsze udaje, że twardo śpi, nie reaguje, bo wie, że dzięki temu będzie miała spokój. Może nawet przez kilka nocy. Inne temperamenty. Nieraz ją szantażował, że jak „mu dzisiaj nie da, to zobaczy, jakim będzie na drugi dzień skurwysynem”. I faktycznie, jak nie dała, to był taki, jak obiecywał. Awantury, poniżanie, obrażanie, popychanie. Nic więcej, żadnego bicia. Joanna była jednak najsilniejsza ze wszystkich bohaterek. Wniosła pozew o rozwód. I wtedy w niego wstąpił demon. Popychał już mocniej. Straszył gwałtem. Na szczęście tylko straszył. Dotykał jednak. Łapał za piersi. Stawał nad nią w nocy i patrzył, kiedy już mieli oddzielne sypialnie. Bała się. Spała z nożem pod poduszką. Do tragedii nie doszło. Tylko patrzył, a ona bała się, udawała, że śpi, że nie widzi. Kiedy zadzwoniła do jego matki ze skargą i z ostrzeżeniem, że zgłosi to na policję, ta skwitowała: „To jeszcze twój mąż, ma prawo cię dotykać.” Kobieta kobiecie… Dzisiaj Joanna jest wolna. Tylko jedna z tych czterech.

Przedstawiłam te historie, bo przeraża mnie, kiedy kobieta gwałcona przez swego męża, mówi, że w małżeństwie to normalne, że wszystkie żony tak mają. To nieprawda! Tak nie jest i nie można się godzić na takie traktowanie! Nie można mówić, że jak mąż, to ma prawo dotykać, kiedy tego nie chcesz! Trzeba znaleźć w sobie siłę dla siebie (i dzieci) i nie pozwolić, nawet, jak sytuacja wydaje się bez wyjścia! Zawsze jest jakieś wyjście! Zawsze znajdą się ludzie, którzy pomogą. Trzeba zrobić tylko pierwszy krok! A gwałt to gwałt! Niezależnie od tego, kim jest sprawca! Obecnie ma się zmienić prawo dotyczące kar za gwałt. Ma być surowsze. Zmuszanie kogoś do „obcowania płciowego” ma być traktowane jak zbrodnia. Według Fundacji Feminoteka ćwierć miliona Polek padło ofiarami gwałtów, a przemocy seksualnej doświadcza około miliona kobiet (nie wszystkie oczywiście ze strony mężów)!