Obudziło się we mnie medialne zwierzę. W  grudniu wystąpiłam w sondażu telewizyjnym (pamiętacie, pisałam o tym). Okazuje się, że to taka rozgrzewka była, bo w niedzielę mam nagranie do „Miasta kobiet” w TVN Style. Zadzwoniła do mnie redaktorka, którą zainteresował tekst o sąsiadach, bo program akurat tego tematu będzie dotyczył. Zaproszono mnie na nagranie. Jadę! Teraz kariera telewizyjna stoi przede mną otworem! Czeka mnie sława, sukces i pieniądze! Życia celebryckiego zasmakuję. A co! Tylko, jak pani do mnie zadzwoniła, to pojawiły się myśli: „W co ja się ubiorę?” i „Telewizja podobno dodaje 10 kg!” To ja ostatnio 8 zrzuciłam, a teraz telewizja chce mi dodać z nawiązką?! Nie, no ja muszę jeszcze te 10 dodatkowych w ciągu tego tygodnia zrzucić. Bo w TV wszyscy (prawie) szczupli, uśmiechnięci i zadbani. Porzucam więc proceder spożywania posiłków! Mam nadzieję, że nie padnę na wizji z głodu. Chociaż to mogłoby być zabawne. Potem może w „Faktach” by o mnie wspomniano. Maseczki do gębusi też zakupiłam. Bo jeszcze w ciągu tych kilku dni muszę zmarszczek się pozbyć. Włosy już zafarbowałam, coby siwymi nie świecić w blasku lamp telewizyjnych. Na spacery chodzę, na skakance skaczę, sylwetkę wysmuklam. Ale i tak nie zdziwcie się, jak pyzę na Więcej >