Wrzucił mi się psi temat. Może dlatego, że ostatnio skończyłam czytać „Śmierć czeskiego psa”, a może dlatego, że w telewizji mówiło się o psie bohaterze, który ogrzał jakąś dziewczynkę własnym ciałem i dzięki temu dziecko zagubione w lesie przeżyło. A może jeszcze inna historia… Nie tak wzniosła i poważna. Wczoraj wracałam ze spaceru… Idę i patrzę. Nie wierzę oczom. W pierwszej chwili myślę, że to przez to słońce dające po oczach. Po drugiej stronie ulicy widok niecodzienny. Pani z panią przy wózeczku plotkują. Gestykulują, opowiadają całymi ciałami. A obok w wózeczku spacerowym dzieciaczek sobie siedzi. Taki na oko rok, może dwa. Trudno mi powiedzieć, bo wyrosłam z małych dzieci i nie pamiętam. Teraz już tylko wiem, jak wyglądają nastolatki, chociaż to też czasami mylące, bo maskują się cholery i udają dorosłych, więc łatwo się pomylić. No, ale wracając do dzieciaczka. Siedzi sobie. Koło niego piesek. Ale piesek jakiś taki przygarbiony na jego zwisającej z wózka nóżce. I mocuje się przód i tył. Korzysta z okazji, że pancia nie patrzy i dawaj na nóżce dzieciaczka seksualne wygibasy. Spieszył się, jak mógł, by sprawę załatwić, zanim jego pancia pokapuje, o co chodzi. Śmiesznie to wyglądało, dzieciak uśmiechnięty, coś do pieska próbował gadać Więcej >