Stwierdzam, że jestem kiepskiego zdrowia. Mam niską odporność na stres. Być może życie telewizyjnego zwierza nie dla mnie. Wczoraj przeleżałam prawie cały dzień w łóżku. Było mi słabo, kręciło się w głowie, brakowało apetytu. Pewnie to reakcja organizmu na stres. Dobrze, że po przyjeździe z Warszawy od razu opisałam, co się działo, bo dzisiaj mam wrażenie, że obraz się zaciera. Jak sen. Przyjemny, ale wyczerpujący. Albo co innego…, bo satysfakcja też była. Chociaż temat programu wydawał mi się niezbyt porywający. Najfajniejsze w tym wszystkim są Wasze reakcje. Internet to miejsce, w którym ludzie prześcigają się w złośliwych komentarzach, obrzucają się błotem i o wszystko można się pokłócić. A Wy – moi czytelnicy – niesamowicie mili i życzliwi. Tylko się z tego cieszyć. Fajnie też słyszeć, jak moja rodzina przeżywała mój występ w telewizji. Rodzice, teściowie, mąż, dziecko. A do tego jeszcze cały sztab kuzynów i kuzynek. I moja ukochana ciocia Hania, dla której zawsze jestem „Anusia”. I obojętnie ile mam lat. 3, 13, 30 czy 40, to zawsze „Anusia”. I ona to mówi tak magicznie, że ja wtedy na chwilę znów jestem taką małą dziewczynką. Moi rodzice też bardzo przeżywali mój pobyt w TV. Szkoda, że w takich chwilach nie Więcej >