Wyłączyła się Wam kiedyś fonia? Bo mnie tak. Ostatnio sobie o tym przypomniałam, bo bolało mnie ucho. Kilka lat temu siedziałam sobie elegancko z nóżką na nóżce przed telewizorem. Obserwowałam świat w szklanym ekranie. Zazdrosnym okiem patrzyłam na te wszystkie zgrabne, ładne z białym uśmiechem, gdy nagle dotknął mnie palec Boży. A mamusia uczyła, żeby nie zazdrościć! Pyk, pyk. W lewym uchu dźwięk się urwał. Tak nagle, jakby ktoś radio wyłączył. Uczucie takie, jakby ucho zatkane było. To ja do łazienki w te pędy i przepychać: wodą, płynem specjalnym do czyszczenia uszu, pałeczkami, choć wiem, że nie wolno. Nawet podskakiwałam na jednej nodze z przechyloną łepetyną, waląc dłonią w to głuche ucho, myśląc, że pomoże. Nie pomogło. Trzy dni tak łaziłam. Głupie uczucie. W pracy jak do mnie mówili zza moich pleców, nie byłam wstanie rozpoznać po głosie kto to. Szumiało w głowie, jakby cały ocean tam się rozlał. W końcu udało mi się dotrzeć do laryngologa, co wyczynem w naszym kraju jest nie lada. Poszłam oczywiście prywatnie, bo w przychodni nie było szans, a nie wiedziałam, że jestem nagły przypadek. Teraz już wiem. Jak wam się wyłączy fonia w jednym uchu, to śmiało na pogotowie, bo właśnie jesteście nagłym Więcej >