Obiecałam, że będzie kiedyś o wrednych, zachłannych babach. I właśnie to „kiedyś” jest dzisiaj. Potem mogę zapomnieć, że taką obietnicę złożyłam, więc wolę od razu sprawę załatwić. Temat niełatwy, a nawet trudny, bo sama przecież przedstawicielką płci „pięknej” jestem i powinna mnie solidarność jajników do czegoś obligować. Pisałam ostatnio o tatusiach niechcących płacić alimentów i w tym temacie chciałam dziś o kobitkach napisać. Bo że CZASAMI są zachłanne, wiadomo. W zasadzie niewiele mogę dodać, bo przy ostatnim wpisie panowie „pojechali” sobie po swoich byłych. I wszystko sprowadzili do wniosku „że najpierw dupy dają, a potem rękę po kasę wyciągają.” Jak to mówią, uderz w stół, a nożyce same się odezwą. A prosiłam, żeby się nie identyfikować? Uprzedzałam, że to tylko o tych wrednych i skąpych? Uprzedzałam. No, ale teraz o kobitkach – zachłannych, wrednych i przebiegłych. Kto nie musi, nie utożsamia się! Jak facet odchodzi, to w niektórych kobietach uruchamia się cały arsenał możliwości przeprowadzenia zemsty. „Żeby temu skurwielowi w pięty poszło i żeby popamiętał mnie na zawsze.” Pamiętam rady swoich niby-koleżanek, kiedy się rozwodziłam. Szczególnie jedna była „cenna”. Kobieta opowiedziała mi, jak to ona od razu, kiedy już rozwód był nieunikniony, zgłosiła na policję, że mąż molestuje ich dwuletnie Więcej >