U mnie w domu totalna rozpierducha. Chaos. Śmierdzi dymem, nie mogę tego wywietrzyć. Liczymy straty. O mało nie spłonęliśmy. No, ale po kolei. Rodzina zastrajkowała, bo dawno nic słodkiego nie upiekłam. Poza chlebem piekarnik w sobie nie miał nic od kilku tygodni. Pomimo tego, że niedługo święta i pewnie się jeszcze napiekę, postanowiłam mojej rodzince przyjemność zrobić i przyrządziłam ciacho „3bit”. I z tym ciachem ta rozpierducha pośrednio się wiąże. Ugotowałam do przełożenia budyń, który potem miałam utrzeć z masłem. Wyłączyłam kuchenkę (mam indukcyjną). Upewniłam się, że wszystko okej. Garnek na wszelki wypadek przestawiłam na nieużywany „palnik”. Poszłam do pokoju. Leżę sobie i intelektualną wycieczkę odbywam w krainę hiszpańskiego pisarza Cabre i nagle czuję dym. Wącham, bo podejrzane. Kiedy mieszkałam w bloku, to wiedziałam, że sąsiad na klatce pali. A teraz? Jajo w swoim pokoju, na poddaszu. Pierwsza myśl: gówniarz pali papierochy. No, ale leżę ciągle i wącham. Jak nic papierosy.  No, to jak ja dorwę to Jajo za chwilę w swoje łapy, to ręka, noga, mózg na ścianie! Myślę: „Zakradnę się po cichutku i kurdupla jednego na gorącym uczynku przyłapię.” Że durny wiek, wiadomo. Ale nie wiadomo, co do łba strzeli. Idę. Jednak po wyjściu z sypialni chmura dymu Więcej >