Roznosi mnie od kilku dni jakaś dziwna energia. Bliżej niezidentyfikowana. Zaczynam się martwić, że może chora jestem, bo to trochę nietypowe jak na mnie. Szalej jakiś chyba wiosenny zalał mój mózg. Wszystkie okna wypucowałam jak należy. Firanki poprałam, zawiesiłam. Pachnie wiosną. Z aerozolu niestety. Szczerze, to jeżeli wiosna ma nas w dupie, to ja ją również i robię swoje. Nie czekam, aż mrozu nie będzie. O, nie! Nadszedł czas na umycie okien i nie obchodzi mnie, że za oknem śnieg i mróz. W kalendarzu jak byk stoi, że już wiosna! A jak wiosna to wiosna! Czas na wiosenne porządki! I moje okna będą lśnić na tę okoliczność. Dobra, dobra. Już widzę te pełne politowania uśmiechy przed monitorami komputerów. Ale to nie żart. Podłogi umyte. Kapa na łóżko, pokrowce, dywaniki, poduszki na krzesłach uprane. Sama sobie się dziwię. Ale coś takiego we mnie wlazło, że musiałam. Jednak kiedy siadłam na podłodze w łazience ze szczoteczką, by wyczyścić fugi na podłodze, parsknęłam śmiechem i już prawie zmierzyłam sobie gorączkę. Przystopowałam. Bo to już do psychiatry chyba by się nadawało. Mam nadzieję, że to uleczalne i rozprzestrzeniać się dalej nie będzie. Chociaż mogłoby się okazać, że to choroba zakaźna roznoszona drogą kropelkową, wtedy Więcej >