Kolejna scena z transportu publicznego podsunęła mi temat. Pan siedzący w tramwaju za mną rozmawiał przez telefon. Wiem, że podsłuchiwanie to nieładna rzecz, ale w tramwaju, wiadomo, jak nic się nie dzieje, to człowiek słucha, o czym inni mówią. Czasami trudno się wyłączyć, jak właściciel telefonu prawie krzyczy do słuchawki, żeby szum cywilizacji przekrzyczeć. Pan rozmawiał z pracodawcą. Powiedział, że dzwoni w sprawie pracy, od kogo ma numer i tak dalej. Najbardziej jednak dramatyczne było, jak prosił o to zatrudnienie. Mniej więcej wyglądało to tak: - Ja pana błagam… Mam chore dziecko… Z Downem… Błagam pana… Ja mogę za osiem złotych na godzinę… Umiem różne rzeczy, co trzeba będzie, to zrobię… Moje dziecko ma zespół Downa… Błagam… Co chwilę używał słowa „błagam”. Aż ciarki po plecach. Siedział za mną, aż korciło mnie, żeby się obejrzeć i zobaczyć, ile może mieć lat, jak wygląda. Z ludzkiej głupiej ciekawości. Nie wypadało jednak. Dopiero kiedy wysiadałam, spojrzałam ukradkiem, chyba cały tramwaj na niego spoglądał, bo rozmowa dramatyczna. Nie wiem, dlaczego odbywał ją w tramwaju, bo ewidentnie on dzwonił, nie potencjalny pracodawca. Nawet przeszła mi przez głowę myśl, że może on celowo tak w tramwaju, bo wiadomo, dużo ludzi, może znajdzie się ktoś, kto Więcej >