Czasami, jak patrzę w wieczorne „Fakty”, to się tak zastanawiam, czy świat normalny jeszcze jest, a ja się tak zestarzałam, że nie nadążam, czy może jednak świat zwariował.

Właśnie pokazano sześcioletnią dziewczynkę walczącą o swoją płeć. Coy urodziła się jako chłopiec, ale jest dziewczynką. Skąd ona to wie w wieku sześciu lat, nie mam pojęcia. Chociaż jej mama wyjaśnia, że kiedy tylko Coy zaczęła mówić, ona już wiedziała, że Coy to dziewczynka. Ciekawe więc, jakie słowo dziecko wypowiedziało jako pierwsze. No, chyba, że rodzice założyli, że jak powie „mama”, to znaczy, że dziewczynka, a jak „tata”, to chłopiec.” To by wiele wyjaśniało.

Szczegół, że Coy urodziła się z dobrze ukształtowanymi męskimi narządami płciowymi, więc raczej nikt nie powinien mieć wątpliwości. Mimo wszystko rodzice wiedzieli, że to dziewczynka. Rodzice dziecko w sukieneczki ubierają, czeszą warkoczyki. A wredne przedszkole (czy szkoła) nie chce uznać, że Coy to dziewczynka i zabraniają jej/jemu korzystać z damskiej toalety. Tłumaczą, że kiedy Coy będzie dorastać, to jej narządy płciowe będą rosły razem z nią/nim i trudno innym dzieciom to będzie wytłumaczyć. No, raczej logiczne. Rośnie dziecko, rośnie narząd płciowy. Mnie to nawet przekonuje. I tak myślę, że może najbezpieczniej byłoby w szkole zorganizować oddzielną toaletę dla Coy. Sprawa już głośna na całym świecie, bo to jawna dyskryminacja dziecka i wredne instytucje nie pozwalają mu/jej być dziewczynką. Telewizja wali zdjęcia Coy – długie włoski, sukienki, dziewczęce ubrania, smutne spojrzenie itp.

A nasza opinia publiczna oburzona była, kiedy jedna z frakcji politycznych rzuciła propozycję, żeby 16-latek miał prawo do określenia swojej płci. No, okej. Ja się na transseksualizmie nie znam. Nie nadążam. No, ale tak na zdrowy rozsądek, czy na przykład trzyletnie dziecko ma już pełną świadomość swojej płci? Pamiętam, że kiedy byłam mała, zazdrościłam chłopakom, że mają fajniejsze zabawki. I zawsze chciałam być właśnie jak chłopak. Pamiętam też, jak kiedyś coś narozrabiałam na podwórku i pewien pan gonił za mną, wołając: „Ty chuliganie! Chłopaczysko wstrętne!” A ja normalnie byłam dumna, że on pomyślał o mnie jak o chłopaku. Chodziłam w spodniach, włosy miałam krótko obcięte, grałam z kolegami w piłkę nożną. Ale, na Boga, nigdy nie myślałam, że jestem chłopcem! I na szczęście nikt wtedy nie mówił mi, że jak chcesz, to możesz sobie zdecydować, czy jesteś chłopcem czy dziewczynką, troszkę inaczej niż sprawiła to natura.

Rozumiem jednak, że ktoś może czuć się więźniem własnej płci. Rozumiem też, że lekarze mogą niepoprawnie określić płeć dziecka, bo nie zawsze narządy płciowe są odpowiednio ukształtowane. Ja to wszystko rozumiem. Ale czy zdrowy chłopiec w wieku przedszkolnym wie już, że jest jednak dziewczynką? Czy może to rodzice chcieli mieć dziewczynkę? O sprawie małej/małego Coy głośno w świecie. Mówi się o braku tolerancji wobec dziecka, o jego walce o tożsamość płciową itd. Takie mam jakieś nieodparte wrażenie, że dorośli próbują jakieś własne sprawy załatwiać kosztem dziecka (czytaj więcej u Peradona).

* zdjęcie z Wikipedii (autor Carin Araujo)