Dzisiaj będzie z cyklu podsłuchanych w autobusie. Dialogi, jakie toczą pasażerowie, nie są do wymyślenia. Chyba żadnemu filozofowi się nie śniło, o czym mogą rozmawiać ludzie w środkach komunikacji miejskiej. Żaden pisarz chyba nie wymyśli lepszego dialogu, niż te, które można podsłuchać.

Jechałam autobusem do centrum. Wokół mnóstwo pasażerów. Średnia wieku chyba 75+, czyli taki oddział geriatryczny na kółkach. Toczymy się powoli. Kierowca jedzie tak, jak wiózłby ziemniaki, nie przejmując się, czy my z równowagą sobie radzimy. No, ale człowiek zahartowany, więc kurczowo trzyma się uchwytów. Geriatra siedzi. Im się należy. Mnie do wieku geriatrycznego niewiele brakuje, więc jest nadzieja, że kiedyś też sobie zasiądę wygodnie.

Jadę, patrzę w okno. Nikt mi swojej pachy pod nos nie podtyka, najwyżej wącha moją, bo mam przewagę wzrostu. Słońce świeci, jest pięknie. Obok siedzą sobie staruszkowie, podpierają się laseczkami i toczą rozmowy. A że słuch u nich już chyba lekko przytępiony, wszyscy w autobusie mają tę przyjemność uczestniczenia w dyskusji. Nadstawiamy uszy z ciekawością, o czym geriatria dyskutuje. Dialog pasjonujący. Zacytuję go w oryginale, niczego nie zmieniając ani nie cenzurując.

- A co pani, kochana?

- A, jakaś choroba mnie dopadła, mówię pani.

- Oj, bo te choróbska to zawsze biedaków dopadną. A tych pedałów z sejmu nic.

- No, tych pedałów to nic nie rusza. – Tutaj geriatria wybucha śmiechem. Chichoczą tak z tymi laseczkami w rękach jak nastolatki.

- Pedał to pedał – dopowiada jakiś starszy pan. – Narobiło się tego tałałajstwa. Koniec świata. Kiedyś to tego nie było.

- Teraz to Sodoma i Gomora. Wszędzie pedały.

Spojrzałam na dyskutujących. Widok kapitalny. Wszyscy oparci o laski i o „pedałach” rozmawiają. Niestety rozmowy nie kontynuowali, bo na następnym przystanku wysiedli prawie wszyscy uczestnicy pasjonującego dialogu.

I tak sobie jadę dalej, rozmyślam. Nie lubię słowa „pedał”. Nie lubię też, jak starsi ludzie mówią, że teraz to samo zgorszenie, a za ich czasów to sami święci byli. Ale rozumiem, że trudno im nadążyć za zmianami i że młodość zawsze będzie się im kojarzyła z lepszymi czasami. A homoseksualizm, jak wiadomo, nie jest wymysłem naszych czasów. Był, jest i będzie. W tej materii też tolerancyjna jestem. Nie oceniam nikogo przez pryzmat jego upodobań seksualnych. Sypialnia to sypialnia, niech każdy sobie w niej robi, co chce (oby tylko za zgodą swojego pełnoletniego partnera!!!), dlatego też bez sensu jest dla mnie opowiadanie publicznie o swojej orientacji seksualnej. Tak samo głupie jest ocenianie innych przez pryzmat seksualności. Najważniejszy i najseksowniejszy organ to mózg i tylko to, co mamy pod kopułą swojej czachy, powinno służyć ocenie.

 

 

PS   W związku z pogrzebem w mojej rodzinie być może nie uda mi się nic naklikać do niedzieli. Tęsknijcie, ale cierpliwie czekajcie. Być może odezwę się dopiero w poniedziałek.