Jutro Dzień Mamy, dlatego ten wpis poświęcę mamom.

Jak to jest być mamą, dowiedziałam się 17 lat temu, a w zasadzie kilka miesięcy wcześniej, kiedy poczułam, jak rośnie we mnie malutka istotka. Dopiero wtedy zrozumiałam wszystkie troski mojej mamy. Zrozumiałam, dlaczego się denerwowała, kiedy pewnego dnia poszłam na trening i wróciłam koło północy jak gdyby nigdy nic (a mieliśmy wtedy tzw. staż, zjechali się trenerzy z całego świata i treningi trwały od rana do 23), a mama prawie osiwiała z przerażenia. Nie było wtedy telefonów komórkowych, więc nie można było poinformować, że się wróci później. Mama już nawet zadzwoniła do szpitala, czy czasem nie przywieźli takiego urwipołcia jak ja. Wtedy tego nie rozumiałam.

- Przecież nic się nie stało – odpowiadałam, wzruszając ramionami i dziwiąc się, skąd ta panika, przecież miałam już 18 lat i byłam dorosła. Pewnie dorosła przez duże „D”. Tak się czułam.

Teraz jednak to rozumiem i sama umieram ze strachu, kiedy moje Jajo spóźnia się parę minut. Na szczęście ona już wie, że odchodzę od zmysłów i zawsze dzwoni i mówi, ile się spóźnia (choć stara się być punktualna).

„Mama” to najpiękniejsze słowo świata. Są rodzice, którzy pozwalają swoim dzieciom mówić do siebie po imieniu. Nie mam nic przeciwko, każdy ma wolny wybór, ale przecież chyba coś przez to tracą. Dzieci po imieniu mówią do wszystkich swoich kolegów i koleżanek, a mamę i tatę mają tylko jednych. A w tych słowach zawarta jest miłość. Tak przynajmniej myślę. Ile ciepła jest w słowie „mama”, każdy wie. I chociaż czasami wkurzamy się na rodziców, że wapniaki, że nie rozumieją, że znów się wymądrzają, to na pewno ich kochamy i pewnie powoli stajemy się tacy sami jak oni. Zauważyłam, że czym jestem starsza, tym bardziej przypominam moją mamę. Jak patrzę w lustro, to coraz częściej widzę już właśnie ją, nie „siebie”. Te same oczy, włosy…

Od jakiegoś czasu mam też drugą mamę – moją teściową. Mama mojego męża jest moją mamą. I na szczęście dogadujemy się bez problemu, więc nie mam oporów, by nazywać ją „mamą”. Dlatego teraz mam dwie mamy.

Mam nadzieję, że moje mamy czytają ten wpis i uśmiechają się do ekranu, jak ja teraz podczas pisania. Z okazji Dnia Mamy życzę dużo uśmiechu, zdrówka, pogody ducha i samych szczęśliwych chwil w życiu. Całuję i ściskam ciepło już dzisiaj, ponieważ jutrzejszy dzień spędzę w pociągu. Jak wrócę pochwalę się odebranym dyplomem i piątką pięknie na nim się prezentującą.

Mamusie! Możecie być ze mnie dumne! Wstydu nie przyniosłam!

 

 

p.s. Dostaliśmy już program wygranej wycieczki do Szwajcarii. Jeżeli, ktoś jest ciekawy, zapraszam do alElli, która znalazła krótkie filmiki o miejscach, w których będziemy. Wycieczka niedługo. Już powoli odliczamy czas.