Od wczoraj prasa rozpisuje się na temat cudownej polskiej młodzieży, jak to wyniki czytania ze zrozumieniem poprawiła. Duma rozsadza piersi, tym bardziej, jak się ma młodzież w domu.  Podobno poprawiły się także umiejętności matematyczne. Jednak jakoś nie usłyszałam, by ktoś z tego powodu nauczycieli pochwalił. W radiu za to powiedziano, że to wszystko dzięki korepetycjom, bo podobno rynek kwitnie i dzisiaj dziecko nie ma szans zdać dobrze matury, jeżeli rodzice nie płacą za domowe nauczanie.

I tak w pierwszej chwili to normalnie nóż mi się w kieszeni otworzył. Nauczyciele zawsze byli świetnymi chłopcami do bicia. I co by nie mówić o poziomie polskiej edukacji, to przecież te wszystkie durne pomysły z góry muszą realizować szarzy nauczyciele i to im się jeszcze za to najwięcej dostaje. Ja ich więc dziś chwalę. I przyznaję, że dobra robota.

Ale…

Oczywiście jest pewne „ale”. Chwalę tylko tych, którzy tę dobrą robotę wykonują i wkładają swoje serducha w to, by cudze dzieci uczyć. A jaka to „przyjemność”, myślę, że wszyscy wiedzą. W każdym zawodzie są leserzy i pracusie. Chwalę więc tylko pracusiów. Należy im się. Normalnie czapki z głów. I piszę to z pełną powagą i należnym szacunkiem.

Jednak co do korków. Coś w tym jest. I nie Więcej >