Ostatni wpis w tym roku. Magiczny dzień. W dodatku dzień moich postanowień na następny rok. Zawsze je czynię, jak sobie oczywiście przypomnę, że może powinnam. Trwam w tych postanowieniach mniej więcej do połowy stycznia, potem już zapominam. Bo u mnie dobra pamięć, nawet bardzo dobra, ale cholernie krótka.

I tak, co postanawiam? Schudnąć oczywiście. To priorytet. Mus. Nad musy. Stały punkt postanowień, nie tylko noworocznych.

A z rzeczy istotnych: po pierwsze czeka mnie debiut literacki – książkowy, którego boję się jak cholera, ale postanawiam cieszyć się bardziej niż bać. I mam tylko nadzieję, że książka się sprzeda i na chlebek zarobię. I na jakieś masełko do niego. Nie wspomnę o pomidorku, bo też by się do kanapki przydał. A wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po drugie skończyć pisać powieść. Zostało już niewiele pracy, więc jest nadzieja, że się uda. No, a potem dobrze by było też w świat ją puścić. Po trzecie: być tu dalej z Wami i pisać o pierdołach, a czasami dla urozmaicenia jakiś poważny temat zarzucić, coby nie było, że tylko o dupie Maryni. Chociaż kiedyś Jajo do mnie powiedziało:

- Wiesz, dlaczego ludzie tak chętnie odwiedzają twój blog?

Odpowiadam, że nie, ale już w myślach słyszę, jak Jajo Więcej >