Dobra, wiem, że jeszcze jeden wpis o „Żółtej tabletce” i pierdzielniecie kompem o ścianę. Wiem, wiem, a jednak muszę jeszcze raz. Onet, a dokładniej Blog.pl organizuje konkurs, w którym można wygrać książki czterech blogerów, w tym moją właśnie. Trzeba uzasadnić, którą książkę by się chciało dostać. Zresztą poczytajcie TUTAJ dokładnie, jakie są zasady. I w sumie głupio by było, gdyby na moją nie znaleźli się chętni. Zachęcam więc, by powalczyć o moje „odjechane dzieło”, tym bardziej że o wygranych decydują jurorzy nad jurorami. A w dodatku nigdzie nie trzeba wysyłać SMS-ów! Nic nie trzeba płacić, wszystko za friko. A ile radości mi zrobicie, walcząc o książkę, bezcenne. Nawet jak już swój egzemplarz macie, to przecież można prezent zrobić (chciałam napisać „babci”, ale babcie przecież takich głupot nie czytają). Ostatnio moja dopytywała o książkę, bo jeszcze nie dostała. A wiem, że to zupełnie nie dla niej, więc lojalnie ostrzegłam:

Babciu, nie spodoba ci się, bo tam są „brzydkie” wyrazy. – (O seksie nic nie wspomniałam, bo to by ją zabiło przez telefon.)

Że jak? Że ty tam kłamiesz? To dlaczego ty, dziecko, kłamiesz?

Nie kłamię, babciu, tylko czasami przeklinam.

Że jak?

No, wiesz, jakieś tam na „k”, na „ch”.

O, Jezu, bój się Boga. To ja takich głupot na pewno czytać nie będę.

No, więc lepiej babciom swoim takich prezentów nie róbcie. Niech sobie staruszki jeszcze w spokoju pożyją, bo taka „tabletka” niestety może zgon przyspieszyć. Ale przyjaciel, przyjaciółka – czemu nie, niech też ma trochę radości. Przecież nie można tylko niebieskich łykać, czasami warto też żółtą tabletkę przełknąć na poprawę humoru.

PS  A TUTAJ jeszcze wywiad ze mną (przeprowadzony przez blogerkę Eselkę) oczywiście, jak zawsze, z durnowatym zdjęciem.

 

PS  I dzisiaj jeszcze zdjęcie szafirków wsadzonych w moim ogrodzie na specjalne życzenie jednej z najwierniejszych czytelniczek, Joanny. Są, rosną, kwitną (choć sporo wymarzło, bo w grudniu wypuściły liście):