Jadę autobusem, wsiada mężczyzna z dość dużym psem. W pierwszej chwili spoglądam na niego z przerażeniem, a w myślach próbuję zlokalizować w torebce swój portfel i telefon. Pan bez szyi, karczycho olbrzymie, dresik, koszulka bez rękawów,  do tego ręce wytatuowane z góry na dół i łysa głowa. No, jakbym takiego spotkała w ciemnej ulicy, to nogi bym miała jak z waty i to tylko i wyłącznie ze strachu. Już oczyma wyobraźni widzę, jak autobus rusza, a pan rozpierduchę robi, mnie za kudły targa, przerzuca wszystkim torby, a pies szczerzy na nas kły i od czasu do czasu chapnie tego, kogo ma pod pyskiem. Brrr!

Zaraz jednak pukam się w rozczochraną. Przecież nie można ludzi oceniać po wyglądzie, wpychać ich w stereotypy! Toż sama mam tatuaż, a spokojny ze mnie człowiek, niemający nic wspólnego z przemocą, agresją itp. I z ciekawością przyglądam się mężczyźnie z psem.

Ostatnio mam taką manię, że jak wychodzę „do miasta”, to obserwuję ludzi, słucham, jak rozmawiają, chłonę odgłosy ulicy. To czasem się przydaje.

Patrzę więc na tego faceta i jestem pod wrażeniem. Żebyście widzieli, jak pies na niego spoglądał. Oczy pełne miłości. Patrzył na swojego pana, a ten głaskał go po głowie. Pies chyba niekomfortowo czuł się w autobusie, Więcej >