Przyszedł czas, kiedy pokalać się trzeba, w pierś uderzyć i rachunek sumienia zrobić. Zła matka ze mnie, oj zła. I to jak! Na szczęście w porę zostałam uświadomiona, dobrze że na bliźniego liczyć można. Już miałam popaść w samouwielbienie do swoich zdolności wychowawczych, a tu, proszę, obuchem przez łeb jak należy.

Są trzy podstawowe dowody na to, żem zła matka i Jajo źle wysiaduję. I wcale nie dlatego, że Jajo na kurczaka już wyrosło, a ja wpycham pod dupę i udaję, że nie widzę, że Jajo pierzem solidnie już pokryte. Oj, nie.

Pierwszy dowód. Jajo do końca gimnazjum przynosiło świadectwa z czerwonymi paskami. W liceum nie przynosi. A powinno, według zdania co niektórych. Zła matka, zła matka, bo kijem do nauki nie goni. Przyznaję. Biję się więc w piersi, a dla pewności jeszcze z główki w biurko przywalam.

Drugi dowód. Jajo jest bałaganiarz. Trzeba to uczciwie przyznać. Ale ciągle mi powtarza, że nic poradzić się na to nie da, bo rzeczy Jaja koczowniczy tryb życia prowadzą. I tu przyznaję. W wieku Jaja też syf w pokoju miałam. Przyznaję jak na spowiedzi. Jaju więc w genach się dostało. Moja wina. Moja. Już się biczuję.

Trzeci powód. Jajo udaje różne choroby, bo do szkoły się Jaju Więcej >