Dobrze prowadzić blog. Naprawdę. Pomimo tego, że czubów i psycholi w necie nie brakuje, to i tak warto tu być i mieć takich cudnych czytelników. Dziękuję wszystkim za poklepanie po ramieniu. Ogarniam się. Zarzuciłam grzywą na prawo i lewo, skorzystałam z niezbędnika melancholika Pani S. i dalej „ryjem do przodu”.

Nawet kot już się na mnie nie gniewa, bo muszę przyznać, że przez jeden dzień, jak mnie widział, to ostrzegawczo prychał. Takie atrakcje mu zapewniłam u weterynarza, że zapałał do mnie wyraźną niechęcią. Do piątku jest na zastrzykach.

Muszę jednak przyznać, że kot w końcu chyba stwierdził, że nie warto się gniewać, bo kto inny by mu taką kuwetę zafundował, jak nie ja.

Panowie budowlańcy skuwali wczoraj nasz chodnik w ogródku. Nutuś więc nosa poza drzwi nie wyściubił, bo hałas nie brzmiał zachęcająco. Za to, kiedy fachowcy pojechali, wypuściłam go do ogrodu. Jego mina bezcenna. Prawie, że słyszałam, jak z zachwytu krzyknął:

- Łoł! Ale kuweta! Normalnie mercedes klasy „S” wśród kuwet!

I ruszył na ugiętych łapkach zwiedzać, rekonesans robić. Ba! W takim piachu grzebanie to pewnie sama rozkosz!

Niestety Nutuś ostatecznie zawiedziony, bo kuwetę miał tylko dwie godziny. Potem fachowcy zalali mu ją betonem. I jego siuśki na amen pogrzebane zostały. Razem z Mężusiem Więcej >