Dzisiaj roznosi mnie pozytywna energia. Po dołku czas na lekkie wzniesienie. W dodatku zaczynam popadać w narcyzm. Tak. Nie da się ukryć. Od kilku dni chadzam po domu (tylko wieczorem) w gatkach i przeglądam swoje uda w każdym lustrze. Bo przecież wszędzie inaczej pada światło. Potem widziany obraz sumuję w swojej rozczochranej i cieszę się z tego, co mi wychodzi.

Pamiętacie, jak niedawno pisałam o torturach, jakim się poddałam? Zwały się one dumnie endermologią. Pisałam o pierwszej wizycie na tym masażu. Bolało jak cholera. Naprawdę. I siniaki po tym były. Jednak z tego względu, że ja nie z tych, co się poddają po pierwszym razie, poszłam drugi, trzeci, a nawet szósty. Ba! Za trzecim już nie bolało, to znaczy trochę, ale było to przyjemne, co przyznaję ku swojemu zaskoczeniu. I nawet prosiłam panią, żeby moc podkręciła! Powiem Wam, kobitki (przepraszam Panów, ale to głównie babska rzecz), że to działa. Serio, serio. To nie jest żaden wpis sponsorowany. Faktycznie te masaże ujędrniają skórę, likwidują cellulit. Gdybym nie poszła i nie poddała się temu wałkowaniu, to na pewno bym nie uwierzyła.

Niestety nie mam na tyle odwagi, by wrzucić na blog zdjęcia swoich wyrolowanych ud, ale nawet Jajo powiedziało „no, no”, z podziwem w Więcej >