Mam obecnie w domu istny Armagedon. Remont z zewnątrz przeniósł się do środka i rozprzestrzenia się niczym zaraza. Już chyba przestałam nad tym panować. Wymknęło się spod kontroli, a Mężuś ciągle wpada na nowe pomysły. Nosi mi chłopa jak nic.

W międzyczasie kursuję do lekarza z Jajem, leczenie ciągle trwa, nowe badania rozpisane. Ba! Żeby tylko Jajo, ale kot też postanowił się z Jajem zjednoczyć w bólu i ciągle jest na zastrzykach. Mnie też wypadła wizyta kontrolna u alergologa. Musiałam przyrzekać, że Nutuś jest moim ostatnim kotem. Lekarz poszedł na kompromis, ale stwierdził, że jeżeli złamię słowo, to on przestaje być moim lekarzem. Pięknie. I wybieraj tu, kobieto, pomiędzy lekarzem (dość przystojnym mrukiem) a ukochanym kotem. No niestety Nutuś jest ostatnim zwierzakiem w naszym domu. Na szczęście zostać może i spokojnie dokończyć swego kociego żywota.

Jakiś czas temu moja koleżanka Kasia napisała do mnie e-maila z załącznikiem pełnym zdjęć pięknego Stefana.  Stefan to pręgowany kocur Kasi. Jej córka ma alergię i lekarz zdecydowanie kazał „pozbyć się” pupila. Na szczęście Kasia nie zadzwoniła, tylko napisała, bo wiedziała, że miękkie u mnie serce i mogłabym nie odmówić, a wiadomo, że takie decyzje wymagają zdrowego rozsądku, a nie ułańskiej fantazji ( w tym wypadku kurzej). Więcej >