Dzisiaj ogłaszam burzę mózgów. Nasze móżdżki nie dają rady, więc potrzebuję pomocy!!! Heeelp!!!

Nasz dom opanowały małe wredne latające paskudztwa, zwane pospolicie muszkami owocówkami. Takie to małe, ale zawsze w ogromnym stadzie. Miałam na paterze wyłożone pomidorki koktajlowe z własnego ogródka, potem i krwią własną wyhodowane. I tak sobie leżały i leżały, bo obrodziło tego dużo. Remont w kuchni trwał, więc rzadko tam zaglądałam. I wyhodowało się piękne dorodne stado muszek. Walczę z nimi różnymi sposobami. Kupiłam specjalną pułapkę. Postawiłam w nadziei, że to wszystko załatwi. I nic. Potem mój Mężuś, że spec nad spece od gromadzenia i przetwarzania informacji, wyczytał w necie, że suszarką do włosów albo odkurzaczem można to cholerstwo załatwić. Najpierw myślałam, że to taki jego żarcik. Jednak kiedy żadne środki nie pomogły, wzięłam suszarę. Nastawiłam na największą moc i temperaturę i dawaj za muszkami. Efekt? Rozpierzchły się po całej kuchni. Nie uśmierciłam żadnej. Potem chwyciłam odkurzacz. Rozumiem, że miało to tak zadziałać, że wciągam je odkurzaczem, a one w worku tracą życie i sprawa załatwiona. To dawaj. Uruchomiłam swoją broń. Muszki akurat przysiadły na ścierce. Ja do nich. Wciągam oczywiście ścierę i tyle w temacie. A muszki siedzą na firance i mam wrażenie, że rżą ze śmiechu. Więcej >