No, dobra. Poddaję się. Przemyślałam sprawę. Jajo jest za duże na bycie jajem. Macie rację, w końcu to dorosła kobieta. Trudno mi w to uwierzyć, ale fakt jest faktem. Długo nad tym myślałam. Pierwsza próba zmiany ksywki Jaja już kiedyś spaliła na panewce, ponieważ koledzy i koleżanki Jaja zaprotestowali, że Jajo ma pozostać Jajem. Chcąc więc uniknąć manifestacji przed domem, Jajo zostawiłam.

londyn 046Przemyślałam znów sprawę i dobra. Jednak nie myślcie, że Jajo to jakaś totalna oferma. Nie, jest zupełnie samodzielne (w dodatku grzeczne), a Jajem jest tylko na blogu.

Idę więc do Jaja pokoju i wyłuszczam sprawę. Proponuję coś w zamian. Jednak Jajo patrzy na mnie, jakby zobaczyło kosmitę i w końcu stwierdza:

- Nie zgadzam się. Jajo ma zostać Jajem!

- No, ale wiesz, jak post trafia na główną, to mnie hejtują za to jajo.

- Bo zazdroszczą. Taki hejt, to nie hejt. Jajo ma zostać.

- Ej, ale dorosła jesteś, nie? Może czas to zmienić, co?

- Ty też jesteś dorosła, a jesteś kurą.

No, i na tym dyskusja została zakończona. Jajo więc nadal będzie Jajem i podejrzewam, że do końca istnienia tego bloga. I przyjmijmy, że to taka ksywka. Jeżeli można nazywać kogoś „Łysym”, „Skarpetą”, „Tosterem” itp., to można też „Jajem”, niezależnie od tego, ile ma się lat. A Jajo strzeże swojej anonimowości, więc imię nie wchodzi w grę.

W weekend Jajo robiło imprezę urodzinową, a my z Mężusiem mieliśmy wychodne, musieliśmy zwolnić chatę. I tak jak w tamtym roku znów skorzystaliśmy z Grouponu. Mężuś pięknie wszystko zorganizował. Pojechaliśmy do Sopotu. Spaliśmy w pięknej willi „Flaming”, jedliśmy obiadokolację przy molo w „Rybnej ferajnie”. Na koniec zawędrowaliśmy do teatru w Sopocie.

Czterodaniowa kolacja zamieniła nas w grube bąki, więc potem się toczyliśmy po sopockich alejkach. Ale przyznam, że jedzonko było wyśmienite. Rybny szaszłyk i zupa kalafiorowa z prażonym słonecznikiem genialne. Polecam. Tylko teatr nas rozczarował. Monodram „Jestem swoją własną żoną” nie porwał nas grą aktorską (choć na pewno była to bardzo trudna sztuka do zagrania). Po pół godzinie ukradkiem zerkaliśmy na zegarki.

Po powrocie do domu okazało się, że chatka nasza stoi. Porządek zachowany, Jajo całe. Nutuś również. Co prawda Nutuś próbował o 22 zakończyć imprezę, ale sam przeciwko tylu gościom miał marne szanse. A jak nie można pokonać „przeciwnika”, to najlepiej się do niego przyłączyć. Po imprezie i Nutuś, i Jajo odsypiali do południa.

 

 

PS  Na zdjęciu to, co mi się przykleiło do pleców, to właśnie Jajo we własnej osobie. :lol: