Starość nie należy do najlepiej zaplanowanych etapów życia człowieka, to każdy z nas wie. Chciałoby się żyć długo, szczęśliwie i w zdrowiu. Jednak czy na pewno długo? Nie wiem.

starosuPamiętacie moją babcię, co daje złote rady i chętnie pożyczyłaby swoje ciepłe gatki mojemu Mężusiowi? O nią właśnie chodzi. Zachorowała i nie bardzo może dojść do siebie. Mieszka sama, bo oczywiście nie ma to jak u siebie. To jednak nie przeszkadza jej dzwonić do mnie, płakać, żeby ją zabrać, bo ona sama nie daje już rady. Wtedy my z Mężusiem wsiadamy w samochód, jedziemy 120 km, a na miejscu okazuje się, że jednak nie, że babcia postanowiła zostać u siebie. Ba! Jeszcze obiad nam ugotowała, choć nieraz zaklinaliśmy, prosiliśmy, by tego nie robiła. Ale gdzież tam babcię przekonać, toż rosołek albo kotleciki muszą być. I zawsze dodaje, że mi się policzki zapadły! Że kiedyś to miałam takie fajne pućki! Już jej tłumaczyłam, że to przegrana z grawitacją, ale babcia uważa, że dwa kotleciki na pewno je podniosą. Nie wspomnę o tym, że Mężuś mizernie wygląda i babcia zawsze mu ciacho podsuwa.

Ostatnio jednak babcia dostrzega, że sama nie da rady, że musi mieć kogoś, kto się nią zaopiekuje. A że moi rodzice nie mają warunków, to my babcię zabieramy do siebie. Wczoraj jej przygotowaliśmy pokój. Pojechaliśmy nawet kupić fotel, by mogła sobie wygodnie usiąść, gdy będzie miała ochotę. A ja wykorzystałam pretekst i się wprowadziłam ze swoim biurkiem do gabinetu Mężusia. Ha! Teraz to już zawsze razem. Nawet w pracy! Mina Mężusia bezcenna.

Mam nadzieję, że kiedy dzisiaj do niej pojedziemy, znów nie będzie czekała z obiadem, tylko będzie gotowa do przeprowadzki. Tymczasowej czy na stałe, to się też okaże. Siłą jej na pewno nie zatrzymamy. Choć moja ciocia, która bardzo się o babcię martwi, a sama też jest już starszą i schorowaną osobą, radziła mi, żeby wziąć ją „jak policja”. Pod pachę i zapakować do auta. W sumie może to i dobry sposób, bo babcia chce, ale się boi, co jest zrozumiałe. Jednak nie może być sama. To postanowione.

I przyznam, że mam lekkiego pietra, czy podołamy. To niełatwe opiekować się starszą osobą. Na szczęście w tej chwili babcia jest sprawna intelektualnie, fizycznie również (choć ma chore korzonki). Jednak boję się tego, co może być dalej. Babcia w październiku kończy 90 lat i nie ma się co oszukiwać, że będzie coraz lepiej. Nie wyobrażam sobie jednak, by babci nie pomóc. W końcu to babcia, mama mojej mamy, a ja czuję się w obowiązku nią zaopiekować.

I takie mną rozterki pomieszane ze strachem targają. Potrzebuję więc mentalnego wsparcia i trzymania za nas kciuków.