Jakiś czas temu natknęłam się na kilka tekstów blogerek skupionych wokół Audioblog.pl, które pisały o tym, dlaczego blogują. Spodobało mi się to bardzo, bo od razu natchnęło mnie do refleksji. Dlaczego bloguję, wyjaśniałam już nieraz, więc nie o tym chciałam. Pomyślałam jednak, co dało mi prowadzenie blogu. I wiecie co? Bilans wyszedł bardzo zadowalający. blogTo już prawie trzy lata… I trzecia książka w drodze, w zasadzie już na finiszu. Można ją nawet zamawiać w przedsprzedaży w Empiku (TUTAJ), więc , jak widać, można zaliczyć ją do wydanych. Ostatnia kropka w kontynuacji „Złodziejki marzeń” też już została postawiona. Jeszcze tylko redakcja. Nie uda mi się jej wydać na pewno w tym roku, bo zanim naniosę poprawki, będzie lipiec, potem urlopy, a wiadomo, książka to dość spore przedsięwzięcie, więc uzgodniłam z wydawcą początek przyszłego roku jako najlepszy czas.

To są owoce mojego blogowania. Ale nie byłoby ich, gdyby nie Wy – czytelnicy – bo to dzięki Wam uwierzyłam, że jednak mogę zrealizować swoje największe marzenie. No, i jeszcze solidny kopniak Magdaleny Kordel – to „matka chrzestna” moich książek. Nie wspomnę o Mężusiu, bez którego to wszystko nie miałoby sensu.

Obecnie robię redakcje tekstów, współpracuję z blogerami, portalami, wydawnictwem naukowym i jakoś to się kręci. Pamiętam jednak, jak podczas jednego ze spotkań autorskich w moim rodzinnym mieście – Stargardzie Szczecińskim – jedna z koleżanek zdziwiła się, że ja piszę, a nigdy o tym nie mówiłam. I faktycznie, wiedziało zaledwie kilka osób, choć do szuflady smarowałam sporo, wysyłałam też teksty na konkursy (zdarzały się wygrane), ale jakoś wstyd mi było się przyznać, że chciałabym wydać książkę, bo wydawało mi się to tak mało realne, że aż niemożliwe. Bałam się wyjść z czymś większym niż felieton poza szufladę. Bo co jak mnie wyśmieją? Toż to takie naiwne chcieć być pisarką, nie?

Okazało się jednak, że nie ma co się bać własnych marzeń. One i tak znajdą człowieka, wcześniej czy później. Myślę jednak, że gdyby nie Wy, gdyby nie kopniak Magdy Kordel i gdyby nie silne, wspierające ramię męża, pewnie nic z tego by nie wyszło.

Kiedy napisałam „Szepty dzieciństwa”, dałam książkę między innymi do przeczytania dwóm pisarkom: Katarzynie Targosz i Magdalenie Kordel. Obie potwierdziły, że książka targa emocjami czytelnika (miejsce na humor i groteskę też się tam znalazło). Kasia mocno przeżyła powieść, musiała ochłonąć, zanim mogłyśmy o niej porozmawiać. A przecież zna się na rzeczy (jej ostatnia książka: „Jesień w Brukseli” – polecam).

A kiedy Magda (autorka kilku bestselerów przecież!!!) zadzwoniła do mnie, by podzielić się swoimi emocjami, to prawie płakałam z radości. Bo kiedyś, kiedy leżałam w swoim wygniecionym pięknie dołku na kanapie, ona wiedziała, jak i gdzie przyłożyć, żeby odpowiedni motorek włączył się w czterech literach. Dla mnie Magda do końca życia będzie kimś ważnym. Zresztą, jeżeli znacie jej książki, to wiecie, że to ciepła i dobra dusza (polecam szczególnie „Tajemnicę bzów”). Dobry człowiek – a to jest bezcenne.

Blogowanie dało mi więc możliwość poznania fantastycznych ludzi. To najcenniejsze, bo właśnie dzięki poznanym tutaj ludziom, życie potoczyło się tak, jak sobie wymarzyłam. I niech się toczy, toczy… A Blog.pl, gdzie przecież cały czas bloguję, objął „Szepty dzieciństwa” patronatem. (Zobaczycie na okładce, że patronatów jest kilka.)

Ech…, jakoś mnie dziś na sentymenty wzięło. Normalnie starzeje się człowiek jak nic.

 

 

PS  „Szepty dzieciństwa” już niedługo będą miały premierę, myślę więc nad konkursem. Bo konkurs być musi!

I jeszcze tylko przypomnę, bo niektórzy od czasu do czasu pytają. „Złodziejka marzeń” jest w wersji elektronicznej, na przykład na stronie Empiku. TUTAJ. Myślę, że „Szepty” też się doczekają.