Straszna rzecz się w moim domu stała. Nutuś obraził się prawie na śmierć. Ostentacyjnie leży na twardym krześle wciśniętym w róg pokoju i zerka na mnie spod byka. A ja oczywiście biję się w piersi i przepraszam go  jak mogę. Tłumaczę, że wizyta u weterynarza od czasu do czasu jest konieczna, bo trzeba się zaszczepić i odrobaczyć. Nic to jednak nie pomaga. Kot od dwóch dni ma focha.

kinomaniakZa to widzę, że w końcu znalazł w naszym domu najsłabsze ogniwo: Babcię. Ona nigdy nie odmówi kotu serka czy kiełbaski, a wręcz ze swojej kanapki zdejmie i zwierzakowi poda. Ba! Mają wręcz jakiś tajny układ, bo od czasu do czasu sam na sam zostają w kuchni i podejrzana cisza wtedy zalega w mieszkaniu. Nutuś wychował Babcię odpowiednio. Postawił na swoim i wyleguje się, gdzie chce, po staremu, a  w dodatku tak Babcię wytresował, że wystarczy, by głęboko spojrzy jej w oczy tymi swoimi błękitnymi ślepiami, Babcia mięknie i co lepsze kocurowi oddaje. Czasami musi ją lekko łapką trącić, żeby się nie ociągała, ale to drobiazg. Nie pomagają moje tłumaczenia, że kot za gruby, że dokarmiać nie można. Babcia kiwa głową, Nutuś to ignoruje, a i tak robią swoje.

Poszłam z nim wczoraj na szczepienie. Wróciliśmy. Nutuś od razu wszedł pod stół i warczał ostrzegawczo na wszystkich. A Babcia mu tłumaczyła:

- No widzisz, zastrzyk dostałeś, dupka boli, ale za to jak ty będziesz teraz pięknie jadł, jaki apetyt ci wróci.

A mnie od razu zmroziło. Jaki apatyt? Skąd wróci? Toż jeszcze Nutusia nie opuścił nigdy. Apetyt to jego drugie imię. Także jest szansa, że nasz klopsik w prawdziwego klopsa się zmieni. O ile oczywiście zamiast tego wyimaginowanego utraconego apetytu nie wróci do nas zdrowy rozsądek.

persMuszę jeszcze przyznać, że u weterynarza nasz kocur zachowuje się grzecznie, jedynie warczy i syczy, udając na zmianę psa i węża, a nuż coś poskutkuje. Zawsze trzymam go gołymi rękoma i nigdy jeszcze mnie nie użarł. Za to widziałam raz persa w akcji. U fryzjera. Właściciel miał na rękach rękawice po łokcie. Biały wielki pers walczył zawzięcie. Ja siedziałam w poczekalni, sama zestrachana i obserwowałam kota w akcji. Ledwo słyszałam własne myśli, tak się zwierzak darł. A jak kobieta zbliżyła się ze szczotką do jego tylnej części ciała, to chyba wszystkie okoliczne demony wlazły w kocisko. Dodatkowo się odwrócił i spojrzał w moją stronę. Ciary po plecach. Zamordował mnie wzrokiem, przegryzł tętnicę, wydrapał oczy, a na końcu lekceważąco osikał. Brrr. Jak dobrze, że Nutuś to taka chodząca kocia sierota.

I na koniec jeszcze jedna wiadomość. Pamiętacie, jak niedawno trzymaliście kciuki za suczkę moich rodziców? Pies przeżył drogę powrotną do domu. I za radą naszego weterynarza rodzice zrobili psu badania. Okazało się, że suczka miała raka, usunięto jej macicę. Obecnie jest po operacji, dochodzi do siebie, dwa razy dziennie dostaje kroplówkę i podobno widać, że czuje się coraz lepiej. Dziękuję więc za kciuki. Przydały się. Jest w Was moc.

Ja tu gadu gadu, a tu trzeba iść kota udobruchać. Może telewizor mu włączyć, by sobie pooglądał, odprężył się. :lol:

*

*

Na zdjęciach: po lewej u góry Nutuś, po prawej niżej pers (znaleziony w necie na https://pixabay.com/) podobny do tego walczącego „o życie”.