U nas powoli robi się świątecznie. W sobotę na kominku zawisły skarpety, żeby Mikołaj miał w co pakować prezenty. I taka podekscytowana, że jutro przyjdzie i zostawi niespodziankę, zasnęłam w najlepsze. Wiadomo, że Mikołaj łazi po nocy, więc czujnym trza było być, a nie chrapać!

12349529_1706402032936878_1076611310_o

I kiedy tak sobie w najlepsze wciągam, słyszę renifery! I dzwoneczki u sań! Brakuje tylko „Ho, ho, ho”. No, ale może jest, tylko ze snu wyrwana nie słyszę. Zrywam się więc z łóżka. Jedna noga, druga. Kapcie. Prawie zabijam się, potykając o własne nogi, bo ciemno, jak w… wiadomo gdzie. Staram się w dodatku wszystko robić bezszelestnie, by świętego nie spłoszyć. I ciągle słyszę „dzyń, dzyń”. Jakby stał pod drzwiami i dzwoneczkami pobrzękiwał. Ha! Złapię go na gorącym uczynku! Worek prezentów skubnę! Może nie był jeszcze u sąsiadów, więc ich podarki też przejmę.

Pędzę. Biorę zakręt. Uderzam się o kant łóżka. Kopię niechcący w szafkę. Wreszcie dopadam drzwi. Tutaj kilka wdechów i wydechów. (Pamiętacie, że z powietrzem żyje się łatwiej?) I wtedy delikatnie naciskam na klamkę drzwi. Uchylam pomalutku. I co? I… nico! Mikołaja brak. Spoglądam w dół, bo może jakaś miniaturka mi się trafiła, przecież nie mam co udawać, że byłam grzeczna w tym roku. A tam? Utkwione we mnie spojrzenie. Widzę je dokładnie, bo akurat lampa uliczna przez okno w pokoju naprzeciwko korytarza oświetla anielską postać. Błękitne spojrzenie najpiękniejsze w świecie, a w nich ukryte wszystkie prośby świata i prawie neon w nich wyświetla napis „Wpuść mnie do sypialni”. Białe to, puszyste. Samotne. Tylko skrzydeł pozbawione. No, aż w dołku ściska żal. Biedactwo. Samo na kanapie spać musiało, więc się do sypialni dobijało. I dzwoniło dzwoneczkiem przy obróżce przymocowanym. „Dzyń, dzyń” – delikatnie, prawie jak renifer świętego Mikołaja, tylko niestety bez prezentów.

12336253_1706401959603552_727221382_n

I nie dałam się złamać. Jak nie ma podarków, to spanie na kanapie.

Co było począć? Nutuś rozczarowany podreptał do pokoju. Ułożył się na niewygodnym wypoczynku i samotnie przetrwał do rana.

 12336075_1706401979603550_1705100846_n

A jak u Was? Był Mikołaj? Bo rozumiem, że do mnie nie zdążył z powodu zapracowania. ;-)

 

PS  Jakby kto był zainteresowany „Szeptami dzieciństwa” w wersji elektronicznej, to już są na wielu stronach internetowych. Sprawdziłam między innymi na Virtualo i w Empiku. Jest e-book. Taki prezent na mikołajki dostałam od wydawcy.