W tym remontowym szaleństwie nie wiadomo, w co włożyć ręce. A jeszcze trzeba było pojechać do przychodni po recepty na leki dla babci. Zapisałam ją na rano, ale wizytę przełożono na późniejszą porę. Akurat wyszło, że musiałam jechać autobusem w godzinie szczytu. Nie wiedziałam, że w moim mieście jest tylu ludzi, a z pewnością nie widziałam tylu na raz w jednym autobusie. Nie było jednak wyjścia, bo do przychodni daleko, a ja nie miałam czasu dreptać.

źródło pixabayPojechałam i zafundowałam sobie całkiem niezłe atrakcje. I prawie pokłony biłam w podziękowaniu, że to nie jest upalne lato. Na wysokości nosa miałam chyba ze dwie męskie pachy. Na szczęście opatulone puchowymi kurtkami. Jest więc niewątpliwa zaleta tej pory roku. Też więc śmiało złapałam się górnej poręczy i z bez skrupułów zaprezentowałam swoją pachę w kurtałce.

W autobusie jest najfajniej. Na zakrętach ciało wygina się w eleganckie C. A jak próbuję się usztywnić, to prawie przypominam przechylone K tylko z jedną nóżką, zgrabnie oderwaną od podłoża. O mało nie kopię starszej pani. Jakiś pan łapie mnie za rękaw, bo o mało się nie przewraca. Potem przeprasza, uśmiecha się, rzuca jakiś żarcik rozweselający i człowiekowi wraca wiara w naród, że jednak jeszcze optymistycznie nastawiony do życia, że radość i humor są, pomimo tego co mówią w TV. Bo teraz to strach włączać. Nie wiadomo, kto gorszego, a kto lepszego sortu. W autobusie niby też. Jedni siedzą, drudzy stoją, nerwowo co niektórzy przytupują, by miejsce znaleźć. Niech się tylko jakiś stołek zwolni.

Ponadto obserwuję zjawisko nadprzyrodzone. Okazuje się, że niektórzy, stojący jeszcze na przystanku, zeskanowali cały autobus i wiedzą, kto wysiada i gdzie się zwolni. Bo ledwo drzwi się otwierają, a dwie kobitki, nie czekając na to, aż wszyscy wysiądą, ruszają jak przecinaki w jednym kierunku. Nikt nie wie, co się dzieje. I zanim my – stojący – spostrzegamy, że gdzieś się zwolniło, to już „przecinaki” dupki swe moszczą.

Jednak muszę przyznać, że takie stanie jednoczy na chwilę. Pięknie jest, a najweselej na skrętach (parafrazując Tuwima). I pomyśleć, że wchodząc do autobusu, zazdrościłam wszystkim tym wygodnie siedzącym i z dumą prezentujących lepszą pozycję. Muszę, drodzy Państwo, sprostować. Najlepiej jest na stojąco. Wygina się śmiało ciało, robi różne figury, nawiązuje bliskie relacje ze współpasażerami, a i przydepnąć można kogoś (lub być przydeptanym). Stołek lub krzesełko nie gwarantują tak dobrej zabawy.