W czwartek miałam swoje pierwsze spotkanie z czytelnikami w księgarni (Dom Książki). Podpisywałam książki. Jak zawsze trema była, ale też bardzo szybko minęła. Na spotkanie ze mną przyszło sporo czytelniczek (bo były to same panie), w dodatku bardzo sympatycznych. Co ciekawe odwiedziły mnie trzy kobietki pochodzące z woj. zachodniopomorskiego, które podobnie jak ja przyjechały na Kociewie za mężami. A więc dziewczyny,  śmiało mogę powiedzieć, że można na Kociewiu wyszukać sobie cudnego męża. Sprawdziłam na swojej skórze i polecam. Mój egzemplarz jest już oczywiście zajęty, ale podejrzewam, że sporo jeszcze łazi na wolności.

spotkaniePanie zadawały mi sporo pytań. Między innymi, dlaczego w lokalnej prasie nic o najnowszej książce nie było, a ona przecież o Starogardzie i Kociewiu. A no, taka dziwna przypadłość chyba lokalnych mediów. Bardziej interesująca jest z pewnością dziura w moście niż jakieś tam czytadełko. I ja to rozumiem, i ja się nawet nie buntuję. Tylko czasami tak mi przez głowę jakaś refleksja przeleci (ale rzadko, zapewniam), że burzymy się, kiedy podawane są statystyki dotyczące czytelnictwa…

Do każdej naszej lokalnej (papierowej) gazety (za namową męża) wysłałam informację, że wtedy i wtedy ukazała się taka i taka książka. Nikt nawet mi nie odpisał, że może pani sobie wsadzić tę wiadomość w… No więc sama sobie ją wsadziłam między wiersze. I nigdy więcej, bo to lekko poniżające.

Robię więc swoje i nie oglądam się na innych.

Mam już wyznaczone terminy dwóch następnych spotkań.

W najbliższy piątek (19.02) o godz. 17.00 będę miała spotkanie autorskie w bibliotece przy ul. Opolskiej 3 w Gdańsku (Przymorze). Jeżeli kto może, to serdecznie zapraszam.

A 04.03.2016 r. o godz. 17.00 w Starogardzie Gdańskim przy ul. Kopernika w Galerii 24B państwa Zofii Sumczyńskiej i Michała Majewskiego, którzy zechcieli mnie zaprosić do swojego niezwykle artystycznego miejsca. Za co im serdecznie dziękuję.

A od wczoraj poważnie rozważam, czy nie powinnam zmienić przeznaczenia nocy i zamiast wylegiwać się do góry tyłkiem (czasami też na boku), nie zacząć pisać. W sobotę oglądaliśmy z Mężusiem film „Ojcowie i synowie”. Piękny i wzruszający. Polecam. W dodatku jakby moja branża, bo bohater jest autorem kilku powieści. Niejedną noc przesiedział przy maszynie do pisania. I od razu we mnie zrodziły się wyrzuty sumienia. Zasypiam o 22, budzę się o 7.00-8.00. Dziewięć-dziesięć godzin spania! Rozpusta. Dwie-trzy można śmiało uszczknąć na pracę. Ale to dopiero od jutra, bo od jutra wszystko zaczyna się najlepiej.