Macie od czasu do czasu déjà vu? Ostatnio coś takiego przeżyłam na widok Babci człapiącej do mnie z książką pod pachą. Od razu mi się przypomniało Jajo. Kiedy było małe, dostało od mojej mamy Dziecięcą księgę dowcipów. Nie było większej motywacji,  by nauczyć się czytać. Prawie każde dziecko zaczyna od jakichś wierszyków czy bajek, ale Jajo to jajcarz, więc zaczęło od dowcipów. I kiedy w wieku pięciu lat składało już literki, wszędzie, podczas każdego spotkania rodzinnego pojawiało się z książką pod pachą i zaczynało czytać. Zakładkami pozaznaczało sobie najśmieszniejsze, swoim zdaniem, żarty i czytało. Oczywiście zawsze też najgłośniej się śmiało.

Przykład, abyście poczuli klimat:

„− Jak włożyć żyrafę do szafy ?

− Normalnie. Otworzyć szafę. Włożyć żyrafę. Zamknąć szafę.

 

− Lew zwołał zebranie. Kto nie przyjdzie ?

− Żyrafa. Bo jest w szafie.

 

− Jak przejść przez rzekę pełną krokodyli ?

− Normalnie. Przecież krokodyle są na zebraniu lwa.”

Jak gdzieś jechaliśmy, to z lękiem spoglądaliśmy, czy Jajo w plecaczku (nieodłącznym atrybucie małego Jaja) nie ma wetkniętej książki. Niestety zawsze miało. Trudny to był dla nas czas.

I kiedy tak pracowałam sobie w najlepsze zamknięta w swoim pokoju, słyszę, że człapie do mnie Babcia. Wchodzi z książką pod pachą. W sumie to nic nowego, nie powinnam się dziwić, bo odkąd wróciłam z Ząbkowic Śląskich, Babcia cały czas chodzi z tą samą książką. Kupiłam jej tam najnowszą powieść Magdaleny Kordel − autorki, którą Babcia uwielbia. A co najlepsze, Magda właśnie Babci tę książkę podpisała, więc radość sięgnęła szczytów. Wiedziałam, że Babcia się ucieszy. Zresztą po moim powrocie nie pytała, co robiłam, za to codziennie przez kilka dni słyszałam:

− A co u Madzi? Była z mężem? Co mówiła? Wspominała mnie? Itp.

Musiałam cierpliwie odpowiadać, a Babcia na to jak mantrę powtarzała:

− Kocham tę Madzię.

Babcia przeczytała jej wszystkie książki. W dodatku poznała Magdę i jej męża osobiście, kiedy mieliśmy okazję gościć ich u siebie. Od tej pory Babcia zapałała ogromną miłością. Chodzi więc za mną krok w krok i czyta mi fragmenty, śmiejąc się do rozpuku, jak to „fajnie ta Magda napisała”.

− Babciu, ja to potem przeczytam sama – mówię, bo muszę pracować, terminy gonią.

− Dobra, ale to fajno, to ci tylko przeczytam…

Wiadomo, że przyroda nie znosi próżni. Jajo podrosło i matce nie czyta, ale w wolne miejsce od razu wskoczyła Babcia.

Ale żeby nie było idealnie, Babcia dostrzega też wady Magdy i chętnie udzieliłaby jej instrukcji. Po pierwsze: używa za małych liter podczas pisania. Po drugie: pisze zbyt wolno. Babcia się denerwuje, że musi czekać na nową książkę aż pół roku. (Magdo, musisz się poprawić). :lol: