Ostatnio przeglądałam zaprzyjaźnione blogi i popadłam w kompleksy. Kiedy co niektórzy piszą o zapasach, jakie zrobili już na zimę, to ja się tylko lekko czerwienię i ze wstydem przyznaję, że nic nie zrobiłam. Jedyne co, to ogórki małosolne w dużym słoiku, ale oczywiście już je pożarliśmy. Trzeba nastawić nowe. Widzę jednak, że mój Mężuś postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zamówił beczułkę do kiszenia kapusty, więc chyba kisić będziemy. Babcia oczywiście się lekko podnieciła tym widokiem, bo od razu ożyły w niej wspomnienia, jak to gołymi stopami kapuchę się deptało i ile przy tym było zabawy.

Aha! Mogę się pochwalić zasuszoną melisą, miętą i pokrzywą. Taki zapas na zimę machnęłam, więc jest szansa, że pomrzemy z głodu, ale nie z pragnienia. No i mam jeden słoiczek dżemu truskawkowego z wanilią popełniony przez moją koleżankę. Schowałam sobie go na czarną godzinę, by rodzina nie pożarła.

Ostatnio mam mało czasu i jeżeli chodzi o obiady (i wszystko inne, co pisaniem nie jest), to przerzuciłam się na dania jednogarnkowe. W zasadzie z jednej patelni – takiej, którą można ciepnąć do piekarnika i coś zapiec. Najpierw więc podsmażam, podduszam, wcześniej czasami obgotowuję, a potem zapiekam. Wszyscy zadowoleni oprócz Babci.

– Wczoraj był taki wstrętny obiad, że Więcej >