Ale miałam piękny weekend! Po prostu muszę się pochwalić. Byłam w Sopocie na spotkaniu blogerów recenzenckich i autorów. Pierwszy raz uczestniczyłam w tej imprezie w ubiegłym roku. I już wtedy wiedziałam, że nie ma szans, by opuścić jakiekolwiek następne spotkanie w tym gronie. Rewelacja. A kiedyś zarzekałam się, że żadnych większych spotkań blogerów, bo tylko o kasie, o zarabianiu na blogach, o statystykach, o lansowaniu się, reklamach itp. Oczywiście od razu można poznać, kto celebryta w blogosferze, a kto nie. Brrrr! Atmosfera nie dla mnie. Przyrzekłam więc sobie, że nigdy w życiu. Ale wiadomo, zarzekała się żaba błota. W tamtym roku pojechałam do Sopotu na spotkanie pod tytułem: „A może nad morze? Z książką” i wciągnęło mnie. A to wszystko dzięki Dominice z bloga „Czytam, bo chcę i już”. To ona mnie tak wciągnęła. I chwała jej za to! I wielbić Dominikę będę po wieki!

sopot1

Z autorów byli między innymi: Alek Rogoziński, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz, Agnieszka Pruska, Ewa Formella. A blogerów nie jestem w stanie wymienić wszystkich, ale to były babki pierwsza klasa! (I jeden rodzynek). I wszyscy zainteresowani książkami! WSZYSCY! A podobno czytanie marnie u nas wygląda. A tam ponad czterdzieści osób i wszyscy wyjechali z tobołkami wypełnionymi książkami. W dodatku uchachani i podnieceni zdobyczami, jakby co najmniej w totka wygrali!

sopot2

Wróciłam oczywiście i ja z tobołkiem swym, nowymi znajomościami i wrażeniami. Ponadto cały dzień bez komputera! A tylko ludziska na żywo!

sopot11

I jeszcze niespodziankę mieliśmy na miejscu, bo restauracja Mesa oferowała specjalnie dla nas drinki literackie. Ja (razem z Antyterrorystką) poszłam w klimaty Trumana Capote’a, choć z reguły wstrzemięźliwy i cnotliwy tryb życia prowadzę. Skosztowałam screwdrivera (wódka z sokiem pomarańczowym i cząstkami pomarańczy). Normalnie zaszalałam bez „cenzorskiego” oka Mężusia. Reset sobie zarządziłam w miłym towarzystwie.

Przy okazji sprawdziłam (teoretycznie, a nie organoleptycznie), co pijali wielcy ludzie pióra. Hemingway uwielbiał mojito, William Faulkner mint julep (whisky z miętą i cytryną), Margaret Atwood czystą szkocką, Oscar Wilde absynt, a Scott i Zelda Fitzgerald – gin rickey (gin, limonka, lód).

Oczywiście jeżeli chodzi o Charlsa Bukowskiego – jednego z najsłynniejszych konsumentów alkoholu – to trudno wskazać to, co lubił najbardziej, bo lubił wszystko, co miało procenty i czym więcej, tym lepiej, choć można znaleźć informacje, że najchętniej raczył się piwem z whisky. Niestety skończył z chorobą alkoholową.

Pięknie było! Za rok też jadę. Obowiązkowo!