Druga połowa wczorajszego dnia wyglądała u mnie tak, że razem z Nutusiem leżeliśmy na łóżku i wpatrywaliśmy się w sufit. A sufit ci u nas piękny! Biały. Z lekkim załamaniem, bo ścięcie dachu się na nim zaczyna. Niestety cienie na nim nawet nie grały, więc Nutuś zasnął z tego wysiłku, a ja uparcie lampiłam się w górę i wyczekiwałam jakiegoś objawienia. Nawet przeszła mi przez głowę myśl, że jutro środa, a jak środa, to powinnam coś skrobnąć. Coś takiego wesołego, absurdalnego, byście pluli na monitory poranną kawą. No… Tak mnie w rozczochranej poniosło od tego gdybania… Skończyło się jednak na siarczystym przekleństwie. Bo co ja, kurza twarz, mam jutro (to znaczy już dzisiaj, teraz przecież czytacie) Wam napisać, że idę o siedemnastej do lekarza, który ma podjąć decyzję, co z moim rakiem dalej? Noż, faktycznie idzie opluć monitor.

W czwartek odebrałam wynik w Gdyni. Tam mnie cieli, wycinali kawałek mnie. Oczywiście po otrzymaniu wyniku sprawdziłam w necie, co i jak. No i jak byk stało to, co stało. Trza testament pisać, wyć w poduszkę, pogonić Jajo, żeby studia w przyspieszonym terminie kończyło. Wizja makabryczna, no ale nie dało się odgonić złej myśli, dopiero gdy przyjaciółka przyjechała, zrobiło się lepiej. Wiedziałam też, że mam iść do lekarza, że teraz zdecydują o leczeniu. I dalej wpatrywałam się w sufit, czekając na cud objawienia.

A doktor Google diagnozę jak stawia, to tylko deseczki, gwoździe i młoteczek.

Poszłam do lekarza i co? I lekarka mówi, że mi usunęli dziada, że teraz leki i badania co 3 miesiące! Że jest dobrze. Nooo!!!!!!!!! Jak jest to jest! I tego trza się trzymać!

Ale powiem Wam, że trzeba się badać profilaktycznie. Naprawdę. Ja co roku systematycznie robię cytologię, choć podobno wystarczy raz na trzy lata. Rok temu też robiłam i nie chcę myśleć, co by było, gdybym w tym nie zrobiła. Za dwa rak we mnie mógłby mieć już zupełnie inne wymiary. Jeżeli więc nie macie aktualnych badań, to śmigać do lekarza. Dzięki mojemu przypadkowi udało mi się zmobilizować kilka koleżanek, które od razu pognały porobić wyniki. Tak więc, dupę w troki i zasuwać! Raz, dwa, trzy!

Oczywiście, to nie koniec leczenia, a badania trzeba teraz często powtarzać, by upewnić się, czy dziadostwo się nie pojawi, ale ulga jest. Ogromna!