Dzisiaj będzie o jedzeniu. Dostałam kilka e-maili z pytaniem o flaczki z kani, więc podzielę się z Wami wrażeniami tutaj. Zupa jest rewelacyjna! Jak dla mnie zdecydowanie lepsza niż tradycyjne flaki. Żeby wyszła pyszna i aromatyczna potrzeba dość dużo grzybów. Nie pamiętam, ile ich miałam, ale być może koło dwudziestu niezbyt wielkich. Wyszedł mi z tego gar zupy na dwa dni (na trzy osoby, bo Jajo grzybów nie jada, za to Babcia owszem i to w dużych ilościach).

Flaczki zrobiłam tak:

Podsmażyłam na oleju pół cebuli pokrojonej w kostkę. Dodałam do tego starte warzywa: dwie duże marchewki, pietruszkę i kawałek selera. Podsmażyłam. Podlałam wodą. To się gotowało, dodałam to tego oczywiście sól, pieprz, ziele angielskie i liść laurowy.

Kapelusze kani dokładnie umyłam i pokroiłam je w grube paski (na oko centymetrowe). Wrzuciłam je na patelnię z olejem. Podsmażałam tak długo, aż puściły wodę i odparowały. Potem wrzuciłam grzyby do wywaru. Dolałam trochę wody, żeby zupa miała gęstość tradycyjnych flaczków. Doprawiłam jeszcze sosem sojowym, papryką i majerankiem. Chwilę pogotowałam, by smaki się przegryzły. A potem nalałam do miseczek, pokroiłam chleb i już nic innego nie pozostało, jak pałaszować. Pycha! Polecam bardzo, bo sezon na kanie trwa. Tylko nie pomylcie grzybów!

Ostatnio w radiu słuchałam audycji Więcej >