Wróciłam. To był niezwykle pracowity czas. Poprowadziłam pięć godzin warsztatów z dzieciakami i młodzieżą, wygłosiłam przemówienie na konferencji poświęconej czytelnictwu i odbyłam dwa spotkania autorskie. Spotkałam koleżanki i kolegów, czytelniczki i czytelników, swoich byłych uczniów i uczennice (oraz ich dzieci). Było intensywnie i sporo emocji.

Wyciągnęłam wniosek: Stargard (ten szczeciński) to jednak wciąż moje miasto. Tyle ciepła, życzliwości, pozytywnej energii i wsparcia dostaję jednak najwięcej właśnie stamtąd. Na spotkanie przyszły tłumy ledwo mieszczące się w sali bibliotecznej. Byłam niezwykle wzruszona. A jadę w rodzinne strony zawsze z drżeniem w sercu, z lekką tremą i pytaniem, czy mnie jeszcze pamiętają, czy przyjdą. Ech… Sentymentalny się robi człowiek…

Ale kiedy człowiek naładowany energią wraca o drugiej w nocy do domu, a w drzwiach uderza go krzyk i lament, to natychmiast przypomina sobie o tym, kogo samego w czterech ścianach zostawił. I nie mam na myśli Babci. Nutuś na powitanie tak się darł, że w pierwszej chwili myślałam, że ktoś morduje mi kota. Nie wiem tylko, czy mnie opieprzał, czy żalił się, czy wyrażał radość, że wreszcie jestem.

– On cały czas leżał w waszej sypialni – opowiada babcia. Ja się śmieję, bo kot nie jest durny. Ostatnio Babcia pozamykała mu drzwi do wszystkich pokojów, więc teraz nie dał się wykurzyć.

– Grzeczny był? – pytam.

– Prawie nie schodził na dół, a jak mnie zobaczył, to od razu zmykał na górę.

– A coś mu zrobiłaś? Krzyczałaś na niego? – dopytuję, bo przecież Nutuś wrażliwy.

– Nie – odpowiada Babcia. – Raz go tylko chciałam wykąpać, ale chyba on potrafi czytać w myślach, bo ledwo do niego podeszłam, to prychnął i zwiał do góry.

– A po co chciałaś go kąpać?! – pytam i od razu mam wizję, jak Babcia na siłę pierze kota.

– Bo miał brudne łapy.

– Nic dziwnego, że uciekał. Bał się. On przecież tylko mnie pozwala na takie zabiegi.

– Jakie bał się? A jak paszę chce, to się nie boi, tak?

Babcia nie jest zadowolona, że Nutuś przed nią czmychał. Ale kot mądry i cwany. Doskonale wiedział, że trzeba sobie sypialnię zająć i nie dać się z niej wykurzyć za żadne skarby.

A tak wygląda nasz wampirek. Powinnam napisać, że to wizja wściekłego i rozjuszonego kota, ale to przecież Nutuś, więc łatwo się domyślić, że akurat ziewnął.

wampir