Jajo wróciło! Ale się stęskniłam! Oczywiście śniegu u nas nie ma, więc chłopak Jaja prawdziwej zimy jednak nie zdąży zobaczyć.

Ostatnio tylko czekam i czekam. Sławek miał pilny wyjazd do pracy po południu. Wiedziałam, że późno wróci, ale nie spodziewałam się, że przyjdzie mi tak długo czekać.

Około dwudziestej pierwszej dzwoni, by mnie powiadomić, żebym nie czekała, tylko spokojnie sobie zasnęła, bo nie wiadomo, kiedy wróci. No, a wtedy ja oczywiście się zaparłam, że czekać będę. Lekkie zdenerwowanie się uruchomiło, bo przecież zmęczony, bo późno, bo jazda autem, bo wkoło mnóstwo wariatów… Nie da się spać. Ćwiczę więc palec na pilocie, by się czymś zająć. Oczy już na zapałkę, ale czekam wytrwale. Czuję się niemalże niczym Penelopa czekająca na swojego Odysa.

W tym moim czekaniu oczywiście wspiera mnie kot. Spryciarz od razu uwala się na łóżku i zajmuje miejsce Sławka. Rozciąga się i mruczy zadowolony.

Po dwudziestej trzeciej już ledwo patrzę, ale ciągle czuwam. Już chyba wszystkie kanały przeleciałam, by na czymś zawiesić oko, aby nie domknęło się całkowicie.

Wreszcie wraca mąż marnotrawny! Jest radość, można spać.

– Czekałaś tak długo? – pyta zdziwiony. – Myślałem, że dawno śpisz.

– Ja? Gdzieżbym mogła! Czekałam niczym wierna Penelopa! – chwalę się. – Zalotników tylko brakowało do odganiania – mówię, bo poniosło mnie w tej radości. Zerkam jednak na Nutusia, który najwyraźniej jest niezadowolony, że za chwilę będzie musiał przenieść się w nogi, ustępując miejsca Sławkowi.

– A sierściuch oczywiście już mi chciał zająć miejsce.

– No wiesz, to taka podróbka zalotnika… – śmieję się. – W sumie jaka Penelopa, tacy zalotnicy. Hi, hi.

I oczywiście śpik mi odszedł. Miotałam się potem w łóżku w tę i we w tę. Jak tak, to powieki miałam z ołowiu, a jak już nie trzeba było nad nimi panować, to nie szło zasnąć. Taka złośliwa natura we mnie.