Pisałam jakiś czas temu, że Nutuś został wybrany do testowania kocich produktów. Sklep NaszeZoo.pl przysłał naszemu celebrycie prezencik. Radość kota oczywiście była wielka, choć przyznam, na widok zawartości paczki lekko mnie zmroziło. Wróciło wspomnienie. Raz kiedyś kupiłam Nutusiowi silikonowe kulki do kuwety. Za żadne skarby nie chciał się w niej załatwić, więc narobił mi na łóżko. Żebym miała jasność przekazu, zrobił siku i dwie kupy. Oczywiście przekaz zrozumiałam. Nigdy więcej silikonu w kuwecie. A teraz w paczce do testowania Nutuś dostał właśnie ten wynalazek. Bogatsza w doświadczenia dosypywałam mu to do tradycyjnego żwirku i na szczęście Nutuś kuwety nie zbojkotował. W dodatku przyjechali moi rodzice ze swoją kotką, a ta oczywiście bardzo chętnie skorzystała z Nutusiwej toalety.

nutuś

Z silikonu mój kocur był zadowolony bardzo umiarkowanie, ale za to z paszteciku, który dostał, był usatysfakcjonowany w pełni. Zdziwił mnie. Od weterynarza Nutuś dostał jeszcze sześć tabletek. A więc w sumie wszystkich było piętnaście. Opracowaliśmy więc genialny plan połykania. Codziennie inny smakołyk i tabletka pożarta. Co prawda Nutusia nie obchodziło to, skąd codziennie wezmę mu nowy przysmak i jak to odciśnie się na domowym budżecie, nie jego wina przecież, że trzeba brać tabletki. Ale okazało się, że pasztet w tubce to jakiś wyjątkowy przysmak, bo już cztery dni jedziemy na tym samym i tabletki Nutuś zżera bez problemu. Ponadto przysmak ma idealną konsystencję, bo można z niego ulepić całkiem zgrabną kulkę wymieszaną z pokruszoną tabletką. Polecam więc, bo Nutkowi bardzo smakuje. Musi być pyszne, bo przecież to degustator pierwsza klasa.

nutus3

Dziękuję więc sklepowi NaszeZoo.pl!

nutus1

Ale nie tylko Nutuś dostaje paczki. Wczoraj przyszedł całkiem nieoczekiwany pakunek do mnie. Zdziwiło mnie, bo kurier przyszedł wieczorową porą. Wręczył mi pudełko, które w ręku zabulgotało.

– Coś się tu przelewa – mówię do kuriera. – Jakieś płyny?

Pan jednak wzrusza ramionami. Ja otwieram. Uważnie obserwują mnie Jajo i jej chopak. Na mojej twarzy radocha, bo nie spodziewałam się prezenciku. Rozpakowuję. Dwie butelki! Jedna z cytrynówką sosnową, na drugiej tajemniczy napis: „Pokrzywa i mniszek”. I co robię? Chwytam naczynie, napełniam w celach degustacyjnych. Pytam po angielsku swojego potencjalnego kandydata na zięcia, czy spróbuje. Oczywiście, że spróbuje, więc próbujemy oboje. Pycha! Jest moc! Prąd i energia przechodzą przez moje członki. Jajo rechocze.

– A ty wiesz w ogóle od kogo to? Tak wszystko od razu do paszczy wlewasz? A jak to trucizna? – pyta i patrzy na mnie i na amerykańskiego przyjaciela. – Dożyjecie rana?

– Pewnie, że dożyjemy! To od Demirji!

Wyciągam z pudełka kopertę i śmieję się. Jajo jednak nie odpuszcza:

– A teraz pewnie przeczytasz, co masz zrobić, by dostać antidotum.

Rechoczemy. W głowie lekko szumi. Ku zdrowotności poszedł ten mniszek z sosną w otchłań żołądka. Oczywiście po naparstku, bo zima długa, więc nie ma co roztrwaniać takie specjały.

nalewki

Serdecznie więc dziękuję, Demirji (zadzwonię)! Nie spodziewałam się. To prawdziwa niespodzianka. Mam nadzieję, że moja przesyłka też do Ciebie dojdzie (choć nie jest pewnie taka ku zdrowotności).

A Wam, Kochani, życzę spokojnych, rodzinnych Świąt. Odpoczywajcie, jedzcie do woli, spacerujcie i cieszcie się rodziną. Do zobaczenia po świętach.