I weszliśmy w kolejny rok. Znów licznik przeskoczył. Mam nadzieję, że wszyscy cali i zdrowi po hucznych zabawach.

U nas wszystko w należytym porządku. Przywitaliśmy Nowy Rok w Gdyni. Była cudowna pogoda, idealna na spacer nad morzem. Mieliśmy swoje kanapki i termos z herbatą cytrynowo–imbirowo–malinową. Weszliśmy więc w Nowy Rok doskonale. Wcześniej zgodnie z tradycją zaliczyliśmy kino. Obejrzeliśmy „Ukryte piękno”, ale nie polecam. Niezwykle ckliwe kino, w którym wszystko podane jest jak na tacy. Kiepskie dialogi, przewidywalność i moralizowanie. A moralizowania takiego wprost z ekranu, między oczy widza nie lubię. Oczywiście jak się nie ma nic innego do roboty, można obejrzeć, ale z kapci nie wyrwie.

Babcia za to obejrzała i wysłuchała orędzia prezydenta (nie napiszę „naszego”, bo byłoby to mocno na wyrost, nawet Babcia przestała się przyznawać). I wkurzyła się bardzo. To już po raz któryś to wkurzenie.

– A ty, jak tam piszesz na tej swojej maszynie, to ludzie to czytają? – pyta mnie.

– Tak, czytają – odpowiadam z nadzieją, że jednak ktoś to czyta.

– Czyli Andrzejek też może to przeczytać? I Beatka też, tak?

– Teoretycznie tak – odpowiadam. – Ale podejrzewam, że TYLKO teoretycznie.

– To ty im tam napisz, co ja myślę o tych darmowych lekach dla emerytów – zaczyna się denerwować. – Niech sobie je w du… wsadzą! Kurtka na wacie! Tyle obiecywali, że za darmo leki miały być. A ile ja co miesiąc wydaję?! Lanie wody!

– No, ale dwa leki masz za darmo – stwierdzam obiektywnie, bo taka prawda. W aptece farmaceutka mi na to zwróciła uwagę, bo nawet nie zauważyłam, że rachunek jest mniejszy niż zwykle.

– No tak, za darmo dali leki, które dwa złote kosztowały, ale te za trzy dychy dalej trzy dychy kosztują. Skurczybyki! Każdy to dobry, jak na stołek chce się dostać, a potem to wszyscy tacy sami. W telewizor się nie mieszczą, tak im gęby popuchły od tych stołków! Nie wspomnę o drugiej stronie – mówi podniesionym głosem. – Aha! I napisz im też o tych podwyżkach, co niby emerytom dali. Co ja mam sobie lizaka za to kupić?

– Możesz, no chyba że ci na tic-taci wystarczy – śmieję się, bo Babcia lubi tic-taci. Podobno na gardło jej dobrze działają.

– No! Napisz tak, żeby tym skurczybykom w pięty poszło!

Babci trzeba słuchać, nie? To napisałam. Podejrzewam jednak, że ani Andrzejek, ani Beatka tutaj nie zajrzą i nie dowiedzą się, co moja Babcia o nich myśli. Ale gdyby… to Drodzy Państwo! Miejcie się na baczności i niech Wam w pięty pójdzie, bo zdenerwowaliście seniorkę.

A teraz już zwracam się do pozostałych czytelników. Nie ma co psuć sobie ledwo rozpoczętego roku. Niech się dzieje dobrze, a nawet jeszcze lepiej. Żadne obiecanki nam niech nie będą straszne. ;-)