Archiwum dla Luty, 2017

Wiosna idzie!

Wreszcie wyszłam z domu! Po tygodniu leżenia udało mi się w końcu wyjść na świeże powietrze. A tam słońce! I wiosna w powietrzu! I ptaszki świergoczące! A żebyście widzieli, jak szłam! Gęba mi się uśmiechała. Jakoś tak lekko moje ciało unosiło się nad ziemią, choć przyznam po kilku minutach czułam się już lekko spocona. Pozostałości choroby dawały jeszcze o sobie znać. Ale poszłam! Ba! Prawie poleciałam. I nie wiem, czy ta moja uśmiechnięta facjata, czy wiosna w powietrzu, ale ludzie byli jacyś mili. A to mi pani na przystanku opowiedziała historię swojej choroby, pokazała wypis ze szpitala. Ja oczywiście z uwagą słuchałam, uśmiechałam się dalej, ale w myślach robiłam a kysz-a kysz do wszystkich bakterii i wirusów, które moja rozmówczyni mogła mieć na sobie. Oczyma wyobraźni widziałam jak te mikroby dokonują abordażu na moje zwątlone chorobą ciało.

Potem co chwilę ktoś mnie o coś pytał na ulicy albo prosił o przysługę (na przykład przeczytanie, bo akurat zapomniał okularów). A mnie jakoś tak od środka świergotało radośnie.

Poszłam do sklepu kupić Nutusiowi trochę przysmaków, bo przecież dzisiaj Dzień Kota!

I przyznam, że w sklepie się zawiesiłam. Z tej radości, że wreszcie mogłam połazić po dworze, zapomniałam, że przecież jakiś obiad trzeba sprawić. Koncepcji nie Więcej >