Jak minął Wam weekend? Bo u nas bardzo intensywnie i bogato w emocje. W piątek byliśmy na spektaklu „Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz (w Teatrze Muzycznym w Gdyni). I gorąco polecam! Wręcz TRZEBA to zobaczyć. Dawno nie oglądałam spektaklu, który tak silnie na mnie oddziałał i obrazem, i grą aktorską, i tekstem. Wszystko tu było na wysokim poziomie. Już jak weszliśmy na widownię, poczułam przyjemne mrowienie z tyłu czaszki. Wiedziałam, że to jest właśnie to, czego szukam w teatrze. Na początku się śmiałam. Na końcu nie mogłam opanować łez. Istne katharsis. Dwie i pół godziny (bez przerwy!) zleciało bardzo szybko.

Moja refleksja po spektaklu: wokół nas „święci”, bijący, poniżający kobiety, a wszystko w imię wyższych ideałów i ze śpiewem na ustach. W patriarchacie niestety rola kobiety sprowadza się do bycia „użytkowym” przedmiotem. Płakałam, gdy córka (przez całe życie katowana przez ojca pijaka) siłą wydana została za mąż za starego oblecha, płakałam z jej ojcem po śmierci jego żony, płakałam, gdy ona płakała, myjąc martwego ojca… Ech… Wysłałabym na ten spektakl każdego obrońcę „starego porządku” zakładającego, że rolą kobiety jest wyłącznie rodzenie dzieci.

Warto tu wspomnieć, że Kumernis to Wilgefortis, o której powstała legenda (kwestionowana Więcej >