Dzisiaj jest ważny dzień. Celebruję go od 21 lat. Bo właśnie 21 lat temu skończyłam wysiadywanie swojego Jaja i postanowiłam pokazać je światu. A że Jajo oporne było, bo podczas tego wypychania w świat wystawiało główkę i cofało się, więc lekarze postanowili się obejść z nim po cesarsku. I tak już to moje Jajo zalicza pełne oczko. Ech…

Kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem, miało 16 lat. Pomogło matce stworzyć to miejsce, choć chichrało się, że nikt nie będzie tego czytał. Potem w całej szkole opowiedziało, że ma matkę blogerkę. Pamiętam, jak raz postanowiłam, że czas najwyższy, żeby Jajo przestało być Jajem. Koledzy i koleżanki z klasy zaprotestowali. Przecież Jajo to Jajo i nie może być inaczej.

Jajo mocno broni swojej prywatności i ja to bardzo szanuję. Mój sposób na życie niekoniecznie musi się stać pomysłem mojej córki. Nie mogę więc zamieszczać zdjęć, wyjątek stanowi kilka fotek z dzieciństwa lub takich, z których nikt Jaja nie rozpozna. Ale dzisiaj siła wyższa. Muszę troszkę opowiedzieć o Jaju, bo kocham je nad życie.

dres 002

Zawsze było bardzo dojrzałe i rozsądne, ponadto przygotowane na wszelkie ewentualności. Załóżmy było chłodno, wiało, a my postanowiliśmy zabrać śpiwory i pojechać nad morze, by posiedzieć nad wodą. Zajeżdżamy, a tam upał. My w polarach, a Jajo z plecaczka wyciąga strój kąpielowy i zadowolone po chwili pędzi do wody. Przezorny zawsze ubezpieczony.

Kiedy było małe powtarzało, że będzie „śpiewarką”. Chciało też być „sitorą”. Biegało w kółko po łóżku i wołało: „Jestem sitora, jestem sitora”. Babcia na jeden z balów przebierańców szyła więc strój sikorki. Dziś już ma inne pragnienia. Studiuje animację, a ja jestem z niej bardzo dumna. W środę odbiorę z lotniska, by w niedzielę odwieźć na dworzec i posłać do Wrocka. Taki los matki.

Kiedyś na FB zrodziła się na ten temat dyskusja. Ktoś napisał, że dziecko powinno mieszkać blisko rodziców. Pewnie, że to fajne, ale nie wyobrażam sobie, by coś narzucać. Ważniejsze dla mnie jest to, by córka była szczęśliwa i znalazła swoje miejsce w świecie. A nieważne, czy to będzie kilometr od matki czy może gdzieś daleko za oceanem. Ma realizować swoje plany. Wiem, że zawsze wróci do domu (chociaż na chwilę) na mamusine pierogi i gołąbki. Hi, hi. To jest ta moc, jaką mają rodzice. Smaki dzieciństwa!

 

PS  Będzie krótka przerwa w „nadawaniu” albo bardziej na moim odpowiadaniu na komentarze. Oczywiście wszystkie przeczytam, ale z tego względu, że mam cykl spotkań autorskich, mogę nie dać rady odpowiedzieć. W środę pojawi się krótki post, bo chcę Wam pokazać pracusiołka, którego pewnie dzisiaj skończę. Będzie więc prezentacja dwóch leniusiołków i jednego pracusiołka. A w piątek już po staremu.