Poszłam wczoraj do przychodni po leki dla Babci. Pech chciał, że lekarka miała akurat przerwę śniadaniową, więc trzeba było poczekać. Przede mną była jedna kobitka, mniej więcej w moim wieku. Usiadłam koło niej na ławce i wyciągnęłam z torebki książkę. Niewiele jednak poczytałam, bo moja sąsiadka miała ochotę porozmawiać, a że ja zawsze z przyjemnością urządzam sobie takie pogawędki, odłożyłam książkę.

Każdy taki napotkany przypadkowo człowiek to ciekawa historia. Ta była jednak smutna.

Kobieta zaczęła opowiadać o swojej matce, która trzy lata temu miała udar i od tamtego czasu leżała w domu, a jej córka zajmowała się opieką.

– Wie pani, co jest najgorsze? – powiedziała do mnie. – Że odwrócili się ode mnie wszyscy przyjaciele i znajomi. Nikt już do mnie nie dzwoni, jakbym umarła. Kiedy pracowałam, zawsze ktoś był, by pogadać albo wyciągnąć mnie na kawę. Teraz nawet w moje urodziny kompletnie nikt nie pamiętał. – Otarła ukradkiem łzę. – Nawet nie mam komu się wygadać. Przed mamą udaję, że jestem silna i daję radę. Podejrzewam, że ona ma już i tak depresję. Nawet żeby lekarz przyszedł, to trzeba prosić, bo nikt takim chorym się nie przejmuje.

– Nie ma pani żadnej pomocy? – spytałam.

– Jak idę do lekarza, tak jak teraz, Więcej >