Wróciłam z jednej trasy, by za chwilę wyruszyć w następną. Mam nadzieję, że z niektórymi z Was spotkam się dzisiaj w łódzkim Empiku (w Manufakturze o 18.00). Tylko w razie czego, dajcie znać, że Wy to Wy.

Muszę przyznać, że spotkanie autorskie w Mokrem (pod Zamościem) długo zostanie mi w pamięci. Miałam najpierw warsztaty z uczniami. Dzieci okazały się cudowne! Chętnie pracowały, tylko leniusiołków było za mało. Miałam trzy do rozlosowania (na ok. 60 osób). I łatwo sobie wyobrazić, że wszyscy chcieli je wygrać. Serce mi się ścisnęło, gdy niektóre dzieciaki się rozpłakały! A dziewczynka, która wylosowała pluszaka, podeszła do mnie i powiedziała: „Jaka ja jestem szczęśliwa, że wygrałam leniusiołka”. Tuliła do siebie maskotkę, a jej oczy wyrażały radość, przejęcie i ekscytację. Zabrałam ten obraz do domu. Warto robić coś dla dzieciaków. Oj, warto.

dzieci w Mokrem

Spotkanie z dorosłymi też było bardzo udane. Przyszły same panie, ale niezwykle ciepłe, uśmiechnięte i chętne do rozmowy. Na koniec jeszcze pani dyrektor biblioteki razem ze swoim mężem oprowadzili nas po Zamościu. Rzadko kiedy spotyka się taką gościnność. Na drogę powrotną do domu zostaliśmy „wyposażeni” tak, że spokojnie mogliśmy jechać przez tydzień. Kiedy zobaczyliśmy pudło z cebularzami (12 sztuk!), drożdżówkami (8 sztuk!) i sernikiem (całym, podobno specjalnie dla nas upieczonym), to pycha się nam uśmiechnęły. Oczywiście przyszła refleksja, że dupka urośnie, ale jakże można było odmówić! I dupka pewnie podczas tych kilku dni urosła, jakżeby inaczej. Ja już nawet nie chcę myśleć o moich dżinsach. Ech… Gdzie pojadę, tam ciacho, kawa, słodkości. I jak tu dbać o linię? No jak?

Mokre

A Babcia oczywiście szczęśliwa, kiedy jej trochę zapasów przywieźliśmy. Nie mogła uwierzyć, że jej sława dotarła do Zamościa i część tych smakołyków to dla niej.

– To ja naprawdę jestem sławna babka – stwierdziła.

– Bardzo sławna. Czytałaś w dedykacji na książce, że najsławniejsza babcia  w Polsce.

– No i proszę, i nawet ciasto kobiety dla mnie pieką. Ja ci mówię, ty napisz o  mnie książkę, to dopiero będzie!

Przy okazji wyjazdu wskoczyliśmy na chwilę do Lublina. Koniecznie musimy tam wrócić! Miasto nas zauroczyło. Potem wpadliśmy do Jana Kochanowskiego do Czarnolasu i do Witolda Gombrowicza do Wsoli (pod Radomiem). Mieliśmy więc bardzo literacką podróż. Starałam się nawdychać powietrza, którym wcześniej oddychali Kochanowski i Gombrowicz. A teraz do Łodzi, do Tuwima.