Stwierdzam z przerażeniem, że starość jednak łomoce w moje drzwi. Cóż z tego, że je zaryglowałam, podstawiłam szafę, jak jędza się dobija. Po czym to stwierdzam? Po tym, że coraz więcej rzeczy mnie wkur… denerwuje, znaczy. I to tak, że mam ochotę złapać za miotłę (którą dostałam od Babci Zuzanny) i walić durnowatych przez łeb. Zakuty łeb!

Czasami przemierzam moje miasto samochodem. Kto nie był w Starogardzie, to nie wie, że miasto rondami stoi. Małymi i jeszcze mniejszymi, jak kto woli. I może jak tak co słabsi na umyśle pojeżdżą przez cały dzień, to tak im się we łbach zakręci, że mózg się wyłącza.

Zgodnie z przepisami skrzyżowanie o ruchu okrężnym przejeżdża się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Czyli na chłopski rozum: wskazówka zasuwa w prawo, a my na rondzie w lewo. Proste? Proste. Ale nie dla wszystkich. Są tacy mocarze, którym to się pomyliło. Może czas mierzą wspak, więc na rondzie zasuwają pod prąd.

A wkurzają mnie jeszcze tacy, którzy nie włączają kierunkowskazu podczas opuszczania ronda. Grrrr! Stoi człowiek, patrzy i nie wie, w którą stronę to auto. Myśli, że ono dalej po rondzie, a ten nagle trach i zjeżdża. I to nie są pojedyncze przypadki. I wkurza mnie to strasznie. Jeden malutki ruch. Klik. Migacz. Klik, nie-migacz. Czy to tak wiele?

Nawet przyszłam do domu i wygooglowałam problem, bo u nas tak wiele osób nie sygnalizuje zjazdu z ronda, że pomyślałam, że coś się zmieniło, a ja nie wiem. I wyczytałam, że wiele wątpliwości jest z lewym kierunkowskazem na rondzie, włączaniem go podczas wjazdu na skrzyżowanie, były nawet jakieś wyroki sądowe w tej sprawie. Ale wciąż prawym sygnalizujemy zjazd. Tak? Czy może moje nerwy szargane są daremnie? I okaże się, że to nie starość łomoce do mych wrót, a jedynie ignorancja ze sklerozą w parze? Czy ktoś ma inne niż ja dane na ten temat?