Moja babcia rozkłada mnie od czasu do czasu na łopatki. Wczoraj załamała ręce nad moją mamą:

− Jakie ty masz zmarszczki! Jak ty się postarzałaś!

Takimi komplementami zasypała córkę. Potem oczywiście dodała z odpowiednim lamentem i histerią w głosie, że jak to teraz ta jej jedyna córka źle wygląda. No, stara jak nic! Oczywiście stanęłam w obronie mamy, bo i tak ma trudny czas, a babcia tylko dokłada. Seniorka należy do osób, które wyznają zasadę, że własnego dziecka się nie chwali, nie zasypuje miłymi słowami ani czułością. Jednak to naszej seniorki nie przekonało. Stwierdziła, że ona przy 92 latach nie ma zmarszczek, a ludzie się dziwią, co ona robi, że tak młodziutko wygląda.

Oczywiście nie muszę chyba nikogo przekonywać, że babcia zmarszczki jednak posiada i walkę z grawitacją przegrała już dość dawno temu. No, ale w lustrze chyba widzi co innego niż my.

Babcia poszła jednak dalej niż tylko krytyka. W gratisie dorzuciła sporo dobrych rad. Pierwsza, by rodzice zrezygnowali z ogródka i siedzieli w domu, przecież takie ładne programy są w telewizji. Kto to widział robić w ogródku w ich wieku (dodam, że są przed siedemdziesiątką i kochają ten swój ogródek). Druga to oczywiście ograniczenie spacerów, bo łażenie bez celu nikomu dobrze nie robi. A po trzecie trzeba brać lekarstwa! Witaminy! Duuuużo tabletek!

I po tym babcinym wywodzie wzięłam swoje tableteczki i zamknęłam się w pokoju. Przytuliłam głowę do poduszki i postanowiłam sobie tu ot tak poleżeć, by nikogo nie udusić.