Miałam dzisiaj zrobić sobie dzień wolny, bo za dużo spraw mi się ostatnio posypało na łepetynę. Wiadomo, że jak coś złego się dzieje, to zawsze lawinowo, ale nie mogłam się powstrzymać, bo Jajo przyjechało do domu, więc jest powiew świeżej energii.

Jechało oczywiście pociągiem. A wiadomo, jak to jest. Ciekawi ludzie, podróż pełna niespodzianek. Jajo już wie, że matka łasa na dziwne historie, więc zdawało relację na gorąco.

Pierwszą niespodzianką był niezwykle długi skład. Być może z powodu wydłużonego weekendu puszczono taki pociąg nad morze. Jajo skorzystało, bo jej wagon to była pierwsza klasa przemianowana na drugą. Jaka więc była radość, kiedy w przedziale znajdowało się tylko sześć miejsc, były wygodniejsze fotele i GNIAZDKA!

Radość Jaja trwała jednak dość krótko. Jakieś piętnaście minut w sumie, bo do przedziału dosiadła się kobieta – jakby to określić? – lekko nawiedzona. Zaczęła Jaju tłumaczyć, że w Warszawie jest zła energia, za to Wrocław ma doskonałą, Gdynia podobno też. Dała również wskazówki, jak takie złe moce rozpędzić. Podobno najlepsze są krowie placki. Oczywiście suche. Idealnie jest wymieszać je z niełuskanym ryżem i odrobiną masła. Trzeba to podpalić i złe moce na dwa kilometry zniszczone. Najlepsze działanie jest jednak w zasięgu stu metrów, wtedy to ręka, noga, mózg na ścianie.

Podpytywała też Jaja, jak zostać vlogerem. Śmiałam się, że Jajo się zdziwi, jeżeli to była ukryta kamera. Zresztą też miało takie wrażenie, że kobieta ją wkręca. Tylko że babka miała ponad pięćdziesiąt lat i raczej nie wyglądało na to, że żartuje. Zrobiła też wykład na temat weganizmu. Przy okazji też (tak mimochodem) wyzwała konduktora od gejów i faszystów, bo ogrzewanie w pociągu było wyłączone. I potem, gdy z głośnika słychać było zapowiedź stacji, komentowała:

− O! To ten gej faszysta mówi.

Na szczęście Jajo dotarło całe i zdrowe, w dodatku uchachane od ucha do ucha.