Przepraszam, że nie było postu w środę. Tak myślałam, że w długi weekend raczej nie siedzieliście przed komputerami, więc zrobiłam sobie wolne. My ten czas spędzaliśmy aktywnie, ale też sporo się wydarzyło.

Muszę przyznać, że ostatnie dni zmusiły mnie i Sławka do refleksji na temat starości i chorowania (od razu zaznaczam, że Babcia w doskonałym zdrowiu i całkiem niezłej formie). Chodzi o nasze mamy. Taka chyba kolej rzeczy, że człowiek najpierw martwi się o dzieci, a potem o rodziców. Ponadto zawsze wszystko idzie stadami, jakby nie mogło dać odetchnąć.

Kiedyś napisałam opowiadanie dotyczące starości. Zostało ono dodane do „Żółtej tabletki plus” (premiera 1.06.). Pozwólcie, że krótki fragment wrzucę:

„Otaczała mnie starość. Przygarniała mnie swoim ramieniem, szepcząc do ucha sprośności. Nieprzyjemny świst powietrza muskał policzek. Nie chciałam spojrzeć. Czerstwy chleb stanął w opozycji do czerstwego ciała. A ono wciąż trzymało się całości, jakby bojąc się zupełnie opaść, bo wystarczająco często opadały już ręce.

– Chcesz pajdkę? – spytała starość, spoglądając na mnie zapadniętą źrenicą. – Jak pożujesz przed snem, nie przyśnią ci się Cyganie.

– Chcę, by przyśnili mi się Cyganie – odpowiadam hardo, widząc cygańskie tabory, rozwiane włosy i czerwień spódnic wirujących wokół kostek.

Nie jem więc pajdki chleba, licząc na marzenie senne o kiczowatej Więcej >