Niedługo zacznę zadawać Wam pytania, jak się nazywam. Jajo w domu, więc mam wrażenie, że nastąpiło jakieś zakręcenie czasoprzestrzeni. Dentysta, zakupy, pierogi, uszka, barszczyk… a potem:

− Mamo, uszyj mi spodenki, bo w sklepach nie ma takich, które mi się podobają.

− Spodenki? Ale ja nie umiem! Nigdy żadnych spodni nie uszyłam – mówię. – No, chyba że policzysz te dla pracusiołka.

− Ty nie dasz rady? Ty zawsze dajesz radę – odpowiada. – Ja w ciebie wierzę.

I jak odmówić? Jak Jajo we mnie wierzy, to stwierdziłam, że dobra, spróbuję. Popatrzyłam w necie, jak się takie coś szyje. Rozłożyłam jej spodenki, które są idealne, a ja miałam zrobić takie same. Najpierw wycięłam formę z papieru. Potem formę ze sztywnego materiału, który został mi z szycia poduszek na taras. Jednak kiedy się okazało, że Jajo z przodu może mieć drugą dupkę, miałam ochotę się poddać.

− Będzie dobrze – motywowało mnie Jajo. – Zobacz, tu mi wytnij trochę.

Wycięłam więc. Okazało się, że faktycznie to poprawiło fason. Wreszcie też opracowałyśmy poprawną formę. Powstało dwoje spodni. Hurrra! Dałam radę. Jajo stwierdziło, że maszerujemy kupić dzisiaj następny materiał, bo idzie tak dobrze, że jeszcze jedne by się przydały. A te przygotowania oczywiście są z powodu wylotu do Kalifornii. Więcej >