Udało mi się wyrwać z domu. Jeden dzień nad morzem! I nie były to złudne marzenia osoby siedzącej na muszli klozetowej i wdychającej zapach oceanu z niebieskiej kostki, która przeniosła ją do hotelu klasy lux. O, nie! To nie szum wody spływający po porcelanowej muszli, ale prawdziwy! Udało mi się pojechać i nabrać w płuca powietrza w samym Sopocie! Jak mi tego było trzeba! Żebyście to wiedzieli! Przez kilka godzin czułam się jak na wakacjach. Wszystkie problemy zostały z tyłu (przynajmniej na chwilę).

Jak co roku wzięłam udział w spotkaniu autorów z blogerami „A może nad morze? Z książką.” I wróciłam z bateryjką na full doładowaną! Spotkałam jak zwykle fantastycznych ludzi (choć nie wszyscy uczestnicy z poprzednich edycji dotarli)! Pogadałam, pośmiałam się, strzeliłam sobie kilka fajnych fotek i mogę ciągnąć ten swój wózek dalej. W tym tygodniu przyjdzie mi się zmierzyć z Babcią. Z pewnością wypiszą ją ze szpitala i wtedy wszystko z łoskotem sypnie się na moją rozczochraną.

Babcia po zabiegu była bardzo grzeczna, dzielnie się spisywała, nawet podejrzewałam, że ją tam nam podmienili. Wczoraj już jednak wracała do normy. Znów zajęła swój przyczółek i zaczęła wydawać polecenia. A wszystko ma być tak, jak ona lubi. Co my lubimy, to insza inszość.

Rehabilitantka kazała mi z nią poćwiczyć, ale Babcia kategorycznie powiedziała, że ćwiczy tylko z panią Iwonką. Mnie nie ufa. Bo co ja tam wiem. Wypierdyknę się razem z nią w korytarzu i co wtedy?

Lekarz nie kazał jej ściągać ortezy z ręki jeszcze przez dwa tygodnie. A Babcia co? Przecież orteza ją nagle zaczęła dusić, normalnie wstąpiły w nią mordercze odruchy, zaczęła żyć własnym życiem i dokonywać zamachu na staruszce. Za karę trafiła na grzejnik. Jak się ma 92 lata, to ma się doświadczenie większe niż inni, tak? Tak! I wtedy wszystko się wie lepiej. Jasne? Jasne.

A ja chyba muszę kupić sobie faktycznie morską kostkę do łazienki, by uciekać nad morze przynajmniej psychicznie i słuchać szumu muszli…

PS  Sponsorzy spotkania w Sopocie:

może nad morze