Jestem! Melduję się. Niestety w piekle już diabły szykują beczkę ze smołą. Zgrzeszyłam! I to podwójnie. W środę miałam urodziny i imieniny. Dałam sobie dyspensę na słodycze. Zjadłam kawałek tortu, a na drugi dzień przyjechała koleżanka, która specjalnie dla mnie upiekła ciasto, więc znów grzech. Dzisiaj jednak wracam na ścieżkę cnoty. Nie będzie łatwo, bo pierwsze trzy dni po odstawieniu są najgorsze. Ma się ochotę rzucić na cukiernicę i opróżnić ją do ostatniego okruszka.

We wtorek, tak jak pisałam wcześniej, byłam w Nowym Kawkowie (koło Olsztyna), by poprowadzić warsztaty dla polskiej młodzieży z Kazachstanu. Przyznam, że to było ciekawe doświadczenie. Wrażenie na pewno zrobiły dzieciaki, które z własnej nieprzymuszonej woli uczą się języka swoich rodziców lub dziadków albo pradziadków. Niektóre świetnie mówiły po polsku. Naprawdę czapki z głów. Ponadto były wszystkiego ciekawe, słuchały z zainteresowaniem i sumiennie wykonywały ćwiczenia, zadawały pytania.

Wróciłam naładowana pozytywną energią.

Jedna refleksja mnie tylko naszła. Spotkałam w Nowym Kawkowie bardzo sympatycznych ludzi, bardzo zaangażowanych w pomoc Polakom z Kazachstanu. Trochę mnie zmroziło, kiedy okazało się, że mamy inne poglądy polityczne. I ze smutkiem pomyślałam o swojej reakcji, przecież to nie powinno mieć znaczenia. Każdy może wierzyć w takie ideały, w jakie chce, ważne, żeby był dobrym człowiekiem, nie krzywdził innych. Smutne. Niby wszyscy jesteśmy Polakami, a postawiliśmy między sobą ogromny mur. Może nie my postawiliśmy, lecz politycy, a my daliśmy się zapędzić w dwa różne końce narożnika. Teraz okładamy się na oślep. A tak naprawdę politykom zawsze chodziło i chodzi tylko o władzę. Kiedyś ktoś mądrze powiedział, że polityk tak bardzo pragnie władzy, że jest w stanie zostać patriotą. Szkoda, że tak się to u nas porobiło.

Wiem, że może niektórzy z Was pomyślą, że to naiwne myślenie, ale cóż… smutno i już.